Filip Springer ,,Miedzianka. Historia znikania"

Udostępnij ten post

Uwielbiam odwiedzać Dolny Śląsk. Jelenia Góra, Cieplice, Siedlęcin, Lubiąż, Świerzawa, można tak wyliczać bez końca. Jest tam tak wiele wspaniałych miejsc, pełnych tajemnic, pięknych widoków oraz cudownych zabytków. Oprócz nich są też miejsca smutne skłaniające człowieka do zastanowienia się nad ludzką kondycją, czasem, przemijaniem. Zdewastowane cmentarze, rozkradzione i niszczejące zabytki, czy nieistniejące już miasteczka takie jak Miedzianka.
Filip Springer poświęcił Miedziance swoją książkę - reportaż. Historia znikania, tytuł jest jednocześnie kwintesencją tej opowieści. Miasteczko, którego początki sięgały średniowiecza, dziś jest jedynie wspomnieniem. 
Na kartach książki poznamy dzieje Kupferbergu - tak dawniej nazywała się Miedzianka - jego mieszkańców dzielnie stawiających czoło historycznym zawieruchom, wojnom, zarazom pożarom.  Wśród nich odnajdziemy właścicieli browaru produkującego znakomite piwo, proboszczów dbających o swoją parafię, górników, tkaczy, zapalonych myśliwych i miejscowe dzieciaki. W małej miejscowości życie toczy się swoim niespiesznym torem, gdzieś na poboczu wielkiej historii. Co wcale nie znaczy, że nie upomni się ona swoje. Zagładę miasteczka przypieczętowuje  wybuch drugiej wojny światowej. Po wkroczeniu Armii Czerwonej rozpoczyna się wysiedlenie dotychczasowych niemieckich mieszkańców. Ich miejsce zajmą Polacy szukający nowego domu i pracy. W dawnych kopalniach miedzi odkryte zostają złoża uranu. Rosjanie rozpoczynają rabunkowe wydobycie, miasto zostanie podkopane i zacznie powoli się zapadać. 
Zapadanie się Miedzianki w opowieści Filipa Springera nabiera cechy symbolu.  To nie tylko budynki obracają się w perzynę, ale następuje też upadek ludzkiego ducha. Stalinowski terror, nasilony sąsiedztwem tajnej kopalni, komunizm i wykorzenienie nowych mieszkańców z ich poprzedniego życia przyspiesza upadek miasta. Dawną społeczność związaną od pokoleń ze swoją miejscowością, zastępują ludzie przypadkowi bez więzi z historią tego miejsca. Nie ich ojcowie budowali te domy, nie ich przodkowie są tu pochowani. Oni swoją przeszłość zostawili gdzieś daleko. Smutny los popadającego w ruinę kościoła ewangelickiego, czy dewastacja miejscowego cmentarza niemieckiego, są przygnębiającym tego przykładem. W obu przypadkach okoliczni mieszkańcy usilnie dopomagali czasowi i siłom natury.
,,Chłopcy otworzyli obie trumny.  W pierwszej  była tylko jedna osoba, a w drugiej  chyba kobieta, bo między nogami miała malutką czaszkę. Tak jakby umarła z dzieckiem w trakcie porodu albo tuż po. Chłopcy  nadziali tą  małą czaszkę na patyk  i biegali  z nią po całej wsi, a potem wyrzucili w krzaki."
,,- Nam matka często mówiła: ,,Grobów nie  ruszać", ale tam przecież wszyscy chodzili. Myśmy nawet zawody robili, kto z tych trumien odkręci więcej takich srebrnych aniołków. W szkole te aniołki to przez chwilę były nawet czymś w rodzaju waluty. Zdobycie nowych było łatwe, bo cmentarz był po drugiej stronie drogi, więc na przerwach biegaliśmy tam i chłopcy wyciągali dla nas te aniołki z grobów."

Moja refleksja podczas czytania była taka, że w naszym społeczeństwie strefa sacrum jest traktowana bardzo wybiórczo. Zastanawiające jest, że w takich opowieściach jak ta o miedziance, zawsze jacyś ,,oni" wyrywają podłogi z opuszczonych domów i pałaców, wydłubują cegły, wywożą co się da. Przekopują piwnice i kują ściany w poszukiwaniu kosztowności.
Ostatnio podobną smutną refleksję miałam stojąc na moście na rzece Bóbr, obok schroniska ,,Perła zachodu" położonego w Siedlęcinie. W tym pięknym malowniczym miejscu, niski poziom wody na rzece odsłaniał równie malownicze podwodne cmentarzysko opon. Kto je tam wrzucał raczej łatwo się domyślić. Chyba zdecydowanie nie byli to turyści jadący przez pół Polski z zamysłem urozmaicenia jednego z najpiękniejszych widoków w kraju starą oponą od traktora.
Wracając jednak do książki, Miedzianka obrosła również mnóstwem legend o zakopanych niemieckich skarbach, zdarzeniach związanych z kopalnią uranu, przyczynach ostatecznej likwidacji pozostałości miasta w latach siedemdziesiątych XX wieku. 
Ostatni mieszkańcy zmuszeni do przeprowadzki złym stanem budynków zagrażającym zdrowiu i życiu oraz nieustanym tworzeniem się zapadlisk górniczych, niechętnie opuszczają to pięknie położone miejsce, snując domysły na temat: dlaczego to się stało.
Autor książki zestawia plotki, ,,miejskie legendy" z relacjami świadków. Powstaje ciekawy obraz nie tylko losów Miedzianki, ale też ludzi.
Książkę czyta się bardzo dobrze. Nie jest to po prostu surowy i chłodny reportaż. Pewien realizm magiczny tej opowieści sprawia, że postaci mieszkańców zaczynają żyć w wyobraźni czytelnika.
Zachęcam do lektury wszystkich, którzy jak ja pokochali Dolny Śląsk i chcą poznać kolejny kawałek jego interesującej historii oraz tych, dla których historie małych miasteczek są tak samo intrygujące jak dzieje wielkich metropolii.
Ja po przeczytaniu tej książki z  pewnością podczas tegorocznych wakacji nie ominę Miedzianki, miasteczka którego już nie ma.


Tytuł: Miedzianka. Historia znikania.
Autor: Filip Springer
Wydane: Wydawnictwo Czarne
Seria: Reportaż
Rok wydania: Wołowiec 2011
Ilość stron: 272
Książka jest również dostępna w  formie ebooka.

11 komentarzy :

  1. Jakże to smutne... Chociaż pokrzepia przewijający się w tekście "Siedlęcin", w którym po dziś dzień można oglądać jedną z najlepiej zachowanych średniowiecznych wież mieszkalnych w Europie (z prawdziwym skarbem ukrytym w jej wnętrzu), której z pewnością nie zagraża "znikanie" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. W Siedlęcinie jest też przechowywana pozostałość renesansowego portalu z dworu w Miedziance.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam realizm magiczny, więc mogłabym się skusić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytając o Miedziance ciągle miałam w głowie ,,Sto lat samotności" :)

      Usuń
  4. Słyszałam już o walorach tej książki, po Twojej recenzji sięgnę tym chętniej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawa pozycja, którą szybko się czyta.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawie zapowiada się ta książka. Z pewnością wkrótce trafi na moja półkę. Interesują mnie prawdziwe relacje o losach ludzi na przestrzeni lat.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pamiętam o tej książce, wciąż figuruje na mojej liście do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety Śląsk jest dla mnie jedynie miejscem na mapie - nigdy nie miałam okazji być tam choćby przejazdem. Dlatego ten reportaż ciekawił mnie od samego początku. Dodatkowo to wydawnictwo Czarne. Ich książki zawsze są najwyższej jakości. A Ty dodałaś do tego cudowne hasło: realizm magiczny. Czuję się kupiona:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ach ci niedobrzy "oni". :) Masz dużo racji. Czasami tak trudno nazwać pewne rzeczy po imieniu.
    A książka zapowiada się bardzo ciekawie, więc chętnie do niej zajrzę, gdy będę miała trochę czasu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawie spojrzałaś na opisaną historię. Zobaczyłam ją z innej strony - bo przecież książkę czytałam, co tam czytałam, połknęłam dosłownie, w Jeleniej Górze wydanie jej było wydarzeniem, podobnie jak spotkanie z autorem, zdobycie autografu itp.
    To doskonały reportaż, trzymałam mocno kciuki, gdy Filip Springer był nominowany do nagrody Nike.
    A w Miedziance, otwarto obecnie browar :) Jak przyjedziesz, to napijesz się miejscowego piwa :)
    Od czasu, gdy przeczytałam tę książkę inaczej spoglądam na stojące na osiedlu Zabobrze przewoźne piekarenki, bo już wiem, że i piekarz pochodzi z Miedzianki i jej mieszkańcy znaleźli na tym osiedlu schronienie. Nadal mogą kupować chleb u "swojego" piekarza :) Mam wrażenie, że ten chleb smakuje lepiej niż inne i nie mów, że to wpływ książki, bo nie uwierzę :)

    OdpowiedzUsuń