Raymond Maufrais ,,Zielone piekło''

Udostępnij ten post

Co stanie się, gdy ktoś zniknie, a zostanie jedynie dziennik, który kończą słowa: ,,Przysiągłem wam, że wrócę, to wrócę, jeżeli Bóg pozwoli." ?
Książkę, o której chcę dziś napisać znam już od wielu lat, ostatnio zakupiłam jej nowe wydanie. Stary egzemplarz niestety mocno już nadgryzł ząb czasu, a nie wyobrażam sobie mojej domowej biblioteczki bez tej pozycji. Nadarzyła się zatem znakomita okazja do ponownej lektury, chyba już trzeciej.
,,Zielone piekło" Raymonda Maufrais'a to relacje z jego dwóch wypraw do Ameryki Południowej. Pierwszej do Mato Grosso w 1946 roku, którą odbył w wieku dziewiętnastu lat, jako członek wyprawy mającej na celu zbadanie obyczajów plemion indiańskich zamieszkujących brazylijską dżunglę.
Na drugą wyprawę wyruszył samotnie, trzy lata później, z zamiarem przeprawy przez dżunglę Gujany do masywu górskiego Tumuc-Humac. Z tej wyprawy nigdy nie wrócił, został odnaleziony jedynie dziennik, który młody podróżnik pozostawił opuszczając swój obóz. Walor tej książki to nie pocztówkowe obrazki z kolorowej puszczy z uroczymi tubylcami mówiącymi do drzew, to nie jest historia egzotycznej przygody młodego chłopaka, który na koniec miał pecha. ,,Zielone piekło" jest opowieścią o ciemnej stronie natury, o swoistej ,,terra incognita'', do której biały człowiek nie ma dostępu. Jest to relacja z podróży ku zatraceniu. 
Zaginięcie Raymonda, piszę po imieniu, bo po tylu godzinach wspólnej ,,wędrówki'' przez dżunglę mocno się z nim zżyłam, wywołało niemałe poruszenie. Ludzie w wielu krajach kibicowali jego ojcu Edgarowi, który udał się na wyprawę w celu odnalezienia syna. Przez dwanaście lat pokonał dwanaście tysięcy kilometrów, zorganizował osiemnaście ekspedycji, by spełnić daną Raymondowi obietnicę, że jeśli ten nie wróci, będzie go szukał. Ostatniej wyprawy omal sam nie przypłacił życiem, a znużona jego determinacją opinia publiczna, straciła zainteresowanie sprawą.
Jak to zwykle bywa, na początku mnożyły się teorie na temat tego co się stało z zaginionym. Podobno żył i został wodzem Indian, podobno ktoś go porwał, podobno zaginięcie było mistyfikacją, podobno...
Jedno jest pewne Raymond Maufrais nigdy się nie odnalazł, a jego los po pozostawieniu dziennika pozostanie tajemnicą. Puszcza jednak nie pochłonęła go do końca, pozostał tutaj w świecie naszej cywilizacji na kartach swoich relacji z podróży, a jest co czytać. Wyruszył w drogę ogarnięty pasją poznania nieznanego. Opisy ludzi miejsc są tak plastyczne, że czasem ciężko stwierdzić, czy się czyta, czy też ogląda.
,,Ci domniemani bandyci przypominali raczej ponurych hulaków wracających z balu maskowego. Pośpiesznie podawali sobie z rąk do rąk butelkę wódki, wódki, która kroplami spływała po ich nieogolonych gębach. Zachłannie przysysali się do szyjki butelki, klęli i znów znikali pod stertą szarych, wełnianych okryć poncho, najeżonych lufami karabinów i poszarzałego, spranego filcu kapeluszy. Siedząc tak na skrzyniach, ukazywali swoje równo upaprane klejącym się błotem wysokie buty, bezkształtne ubrania pocerowane białą nicią, pod którymi przez rozdarcia można było dostrzec czarną albo ciemnobrunatną skórę zabarwioną na brudno-żółty odcień przez malarię."
Świat przyrody dzikiej i nieskalanej przez człowieka, chociaż niebezpieczny, urzeka. Natomiast świat ludzi ma w sobie coś niepokojącego, zagadkowego. Indianie, których opisuje autor jako niewinnych, momentami są przerażający. Ich obyczaje są tak nam obce, jakby byli przedstawicielami jakiejś odległej kosmicznej cywilizacji. Wszystko to razem budzi ciekawość, fascynuje i odpycha jednocześnie. Raymond daje się ponieść tej fascynacji.
,,Stary Indianinie, dziś, przeglądając te notatki, tak niedługo przed kolejną wyprawą, myślę właśnie o tobie. Twój los mnie oczarował tak bardzo, jak nie zdoła tego zrobić żadna kobieta na świecie. Trzeba mieć siłę być człowiekiem. Odrzucić cały ten blichtr i odejść na zawsze, na zawsze tam, gdzie istnieje jeszcze niewinność, tam gdzie można jeszcze żyć." Widzimy jak powoli to myślenie staje się obsesją autora, co widać już wyraźnie w drugiej części książki,  dziennika z wyprawy do Gujany.  
Już samo wyruszenie w tę podróż samotnie, obarczone jest piętnem szaleństwa. Na kolejnych stronach coraz wyraźniej widać, że autor zmierza gdzieś do jądra ciemności. Jak w słowach Dantego, owładnięty jakimś sennym majakiem, zbacza z właściwej drogi, z drogi rozsądku. Chory, zmęczony bez odpowiedniego ekwipunku, a nawet ubrań brnie dalej przez dżunglę głodując. Zamiast zawrócić, zabiera się do budowy tratwy. W jego  zapiskach miesza się zwątpienie z determinacją: ,,Och, mój Boże! Daj mi siły i odwagę. Mamo gdybyś wiedziała, jak wiele woli przetrwania daje mi  myślenie o tobie.  Myślenie o was obojgu, moi ukochani rodzice, bo obiecałem wam, że wrócę, więc wrócę. Przez chwilę myślałem, że  umrę w najstraszniejszy z możliwych sposobów, że umrę z głodu, ale moja podświadomość czuwa i wiem, że wyjdę z tego, że ta przygoda kiedyś się skończy. Zostanie na zawsze najpiękniejszą przygodą jaka dotąd mnie w życiu spotkała."
Przyroda zdaje się wywierać jakiś niesamowity wpływ na jego psychikę, gdy przymierając głodem próbuje polować lub znaleźć cokolwiek do jedzenia, zapisuje te oto słowa: ,,Idę dalej. Oto i dolinka. W końcu wstaje świt. Przeszukuję cały teren bez skutku.
Las wygląda widmowo,pełen jest nieprzeniknionej mgły, od której odcinają się liany.
To takie piękne! Słyszę tylko skrzeczące głosy tysięcy cykad i pohukiwanie jakiegoś nocnego ptaka. Las mnie przytłacza, unicestwia swoją wielkością, która nagle objawia się wraz ze świtem."
Zachęcam do lektury tej książki, bo chociaż jest dosyć mroczna, nie pozostawia czytelnika obojętnym. Nie zdarzyło mi się spotkać nikogo, kto przeczytał tę książkę i nie zrobiła ona na nim wrażenia, nie zmusiła do myślenia o autorze. Jedni myślą niedojrzały wariat, inni człowiek doświadczony brzemieniem II wojny światowej szukający ucieczki w dziczy, jeszcze inni mówią, że natura mści się okrutnie, gdy próbujemy wydrzeć jej tajemnice.
    W życia wędrówce, na połowie czasu,
Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi,
W głębi ciemnego znalazłem się lasu.
   Jak ciężko słowem opisać ten srogi
Bór, owe stromych puszcz pustynne dzicze,
Co mię dziś jeszcze nabawiają trwogi.
    Gorzko — śmierć chyba większe zna gorycze;
Lecz dla korzyści, dobytych z przeprawy,
Opowiem lasu rzeczy tajemnicze.
    Nie wiem, jak w one zaszedłem dzierżawy,
Bo mną owładła senność jakaś duża
W chwili, gdy drogi zaniechałem prawej.
Dante Alighieri, ,,Boska komedia", tłum. E.Porębowicz  

Trailer filmu ,,La vie pure", opowiadającego historię podróży Raymonda Maufrais'a. Czy sprosta literackiemu pierwowzorowi?

Książka bierze udział w wyzwaniu ,,Czytamy zekranizowane książki"

Informacje o książce:
Tytuł: Zielone piekło
Autor: Raymond Maufrais
Przekład: Iwona Banach
Wydane: Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2011
Seria: Naokoło Świata
Ilość stron: 423

6 komentarzy :

  1. To naprawdę wstrząsająca relacja i na mnie również wywarła ogromne wrażenie. Ten młodziak pisał tak obrazowo, że człowiekowi wydawało się niemal, że wędruje razem z nim. Szkoda, że ta obsesja doprowadziła go do śmierci. Pamiętam, że w tę ostatnią wędrówkę wyruszył chory (chyba miał potężne problemy z zębami) i niemal bez ekwipunku, a to przecież szlak, na którym niełatwo byłoby zdrowym, silnym mężczyznom w grupie. Nie miał szans, a jednak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to ruszył tak jak stał, broń również porzucił. Ta determinacja by iść dalej i dalej jest najbardziej niesamowita.

      Usuń
  2. Wydaje mi się, że Tacie by się spodobała. ;)


    Pozdrawiam! ;)
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że i na Tobie książka zrobiłaby wrażenie:)

      Usuń
  3. Jestem ciekawa opisów monumentalnej przyrody i tego, jak opisuję egzotyczność Indian. Bardzo mnie zainteresowała Twoja recenzja. Postaram się zdobyć książkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Polecam, bo jest to jedna z tych książek, które warto mieć.

    OdpowiedzUsuń