Filip Springer ,,Miedzianka. Historia znikania"

Uwielbiam odwiedzać Dolny Śląsk. Jelenia Góra, Cieplice, Siedlęcin, Lubiąż, Świerzawa, można tak wyliczać bez końca. Jest tam tak wiele wspaniałych miejsc, pełnych tajemnic, pięknych widoków oraz cudownych zabytków. Oprócz nich są też miejsca smutne skłaniające człowieka do zastanowienia się nad ludzką kondycją, czasem, przemijaniem. Zdewastowane cmentarze, rozkradzione i niszczejące zabytki, czy nieistniejące już miasteczka takie jak Miedzianka.
Filip Springer poświęcił Miedziance swoją książkę - reportaż. Historia znikania, tytuł jest jednocześnie kwintesencją tej opowieści. Miasteczko, którego początki sięgały średniowiecza, dziś jest jedynie wspomnieniem. 
Na kartach książki poznamy dzieje Kupferbergu - tak dawniej nazywała się Miedzianka - jego mieszkańców dzielnie stawiających czoło historycznym zawieruchom, wojnom, zarazom pożarom.  Wśród nich odnajdziemy właścicieli browaru produkującego znakomite piwo, proboszczów dbających o swoją parafię, górników, tkaczy, zapalonych myśliwych i miejscowe dzieciaki. W małej miejscowości życie toczy się swoim niespiesznym torem, gdzieś na poboczu wielkiej historii. Co wcale nie znaczy, że nie upomni się ona swoje. Zagładę miasteczka przypieczętowuje  wybuch drugiej wojny światowej. Po wkroczeniu Armii Czerwonej rozpoczyna się wysiedlenie dotychczasowych niemieckich mieszkańców. Ich miejsce zajmą Polacy szukający nowego domu i pracy. W dawnych kopalniach miedzi odkryte zostają złoża uranu. Rosjanie rozpoczynają rabunkowe wydobycie, miasto zostanie podkopane i zacznie powoli się zapadać. 
Zapadanie się Miedzianki w opowieści Filipa Springera nabiera cechy symbolu.  To nie tylko budynki obracają się w perzynę, ale następuje też upadek ludzkiego ducha. Stalinowski terror, nasilony sąsiedztwem tajnej kopalni, komunizm i wykorzenienie nowych mieszkańców z ich poprzedniego życia przyspiesza upadek miasta. Dawną społeczność związaną od pokoleń ze swoją miejscowością, zastępują ludzie przypadkowi bez więzi z historią tego miejsca. Nie ich ojcowie budowali te domy, nie ich przodkowie są tu pochowani. Oni swoją przeszłość zostawili gdzieś daleko. Smutny los popadającego w ruinę kościoła ewangelickiego, czy dewastacja miejscowego cmentarza niemieckiego, są przygnębiającym tego przykładem. W obu przypadkach okoliczni mieszkańcy usilnie dopomagali czasowi i siłom natury.
,,Chłopcy otworzyli obie trumny.  W pierwszej  była tylko jedna osoba, a w drugiej  chyba kobieta, bo między nogami miała malutką czaszkę. Tak jakby umarła z dzieckiem w trakcie porodu albo tuż po. Chłopcy  nadziali tą  małą czaszkę na patyk  i biegali  z nią po całej wsi, a potem wyrzucili w krzaki."
,,- Nam matka często mówiła: ,,Grobów nie  ruszać", ale tam przecież wszyscy chodzili. Myśmy nawet zawody robili, kto z tych trumien odkręci więcej takich srebrnych aniołków. W szkole te aniołki to przez chwilę były nawet czymś w rodzaju waluty. Zdobycie nowych było łatwe, bo cmentarz był po drugiej stronie drogi, więc na przerwach biegaliśmy tam i chłopcy wyciągali dla nas te aniołki z grobów."

Moja refleksja podczas czytania była taka, że w naszym społeczeństwie strefa sacrum jest traktowana bardzo wybiórczo. Zastanawiające jest, że w takich opowieściach jak ta o miedziance, zawsze jacyś ,,oni" wyrywają podłogi z opuszczonych domów i pałaców, wydłubują cegły, wywożą co się da. Przekopują piwnice i kują ściany w poszukiwaniu kosztowności.
Ostatnio podobną smutną refleksję miałam stojąc na moście na rzece Bóbr, obok schroniska ,,Perła zachodu" położonego w Siedlęcinie. W tym pięknym malowniczym miejscu, niski poziom wody na rzece odsłaniał równie malownicze podwodne cmentarzysko opon. Kto je tam wrzucał raczej łatwo się domyślić. Chyba zdecydowanie nie byli to turyści jadący przez pół Polski z zamysłem urozmaicenia jednego z najpiękniejszych widoków w kraju starą oponą od traktora.
Wracając jednak do książki, Miedzianka obrosła również mnóstwem legend o zakopanych niemieckich skarbach, zdarzeniach związanych z kopalnią uranu, przyczynach ostatecznej likwidacji pozostałości miasta w latach siedemdziesiątych XX wieku. 
Ostatni mieszkańcy zmuszeni do przeprowadzki złym stanem budynków zagrażającym zdrowiu i życiu oraz nieustanym tworzeniem się zapadlisk górniczych, niechętnie opuszczają to pięknie położone miejsce, snując domysły na temat: dlaczego to się stało.
Autor książki zestawia plotki, ,,miejskie legendy" z relacjami świadków. Powstaje ciekawy obraz nie tylko losów Miedzianki, ale też ludzi.
Książkę czyta się bardzo dobrze. Nie jest to po prostu surowy i chłodny reportaż. Pewien realizm magiczny tej opowieści sprawia, że postaci mieszkańców zaczynają żyć w wyobraźni czytelnika.
Zachęcam do lektury wszystkich, którzy jak ja pokochali Dolny Śląsk i chcą poznać kolejny kawałek jego interesującej historii oraz tych, dla których historie małych miasteczek są tak samo intrygujące jak dzieje wielkich metropolii.
Ja po przeczytaniu tej książki z  pewnością podczas tegorocznych wakacji nie ominę Miedzianki, miasteczka którego już nie ma.


Tytuł: Miedzianka. Historia znikania.
Autor: Filip Springer
Wydane: Wydawnictwo Czarne
Seria: Reportaż
Rok wydania: Wołowiec 2011
Ilość stron: 272
Książka jest również dostępna w  formie ebooka.

Czytaj dalej

Rafel Nadal ,,Szampańskie dni"

Ostatnio obejrzałam całkiem ciekawy film dokumentalny ,,Kobiety i szampan", o kobietach zajmujących się produkcją i sprzedażą słynnego trunku z bąbelkami. W związku z tym postanowiłam sięgnąć po książkę, która już od jakiegoś czasu zalegała na mojej półce.
,,Szampańskie dni" Rafela Nadala to interesująca saga rodzinna, jak głosi podtytuł ,,Tajemnice rodzinnego imperium". Imperium producentów takiego drobiazgu, bez którego szampan istnieć nie może, czyli korka. Autor przeszukując papiery należące do rodziny odnalazł listy i dokumenty, które go zaintrygowały. Przypomniały mu rodzinne opowieści i anegdoty, postanowił zebrać to wszystko razem i spisać. Tak powstały ,,Szampańskie dni". Książka opowiada o stu dwudziestu latach historii rodziny Oller i ich firmy Francisco Oller-Bouchons à Champagne, założonej przez pradziadka autora. Rodzinne przedsiębiorstwo powstało dzięki determinacji Francisca Ollera młodego emigranta z Katalonii, który przybywa do Francji. Po śmierci rodziców i zarazie, jaka zdziesiątkowała miejscowe plantacje winogron, Francisco mając zaledwie szesnaście lat postanawia ruszyć do Szampanii i szukać pracy jako wycinacz korków. Wsiada na statek do Tuluzy. oprócz skromnego dobytku zabiera ze sobą korkowy klocek wycięty przez jego ojca oraz książkę ,,Hrabia Monte Christo", z której uczył się francuskiego. Tak rozpoczynają się dzieje rodzinny i firmy, które będą toczyć się pomiędzy dwoma krajami, Francją i Hiszpanią. W burzliwych czasach dwóch wojen światowych i hiszpańskiej wojny domowej. 


Rafel Nadal znakomicie sportretował członków i przyjaciół rodziny. Udało mu się to naprawdę po mistrzowsku, każdy ma swój charakter i osobowość. Z wielką przyjemnością czytałam o córkach Francisca: surowej i dzielnej Angéle, Héléne uciekającej z ukochanym oraz Yvonne, nieco tajemniczej bizneswoman:
,,Tego samego wieczoru narodziła się legenda ciotki Yvonne, która pobudzała naszą wyobraźnię, zwłaszcza gdy przyjechała do La Fosca albo Gerony swoją lancią kabrioletem i wyobrażaliśmy ją sobie jako bohaterkę egzotycznych przygód. Yvonne była ładna, ale mało zalotna, nie lubiła się stroić. Wystarczyło, że w naturalny sposób wykorzystywała swe warunki: bardzo szczupła, koścista, bardzo garçon, bardzo francuska. ”
Cała książka jest utkana z mniejszych i większych opowieści o ludziach, z których wyłania się obraz epoki, a raczej kolejnych epok oraz historii, w której wirze człowiek jest zaledwie ziarenkiem piasku. Mnie bardzo spodobała się historia księdza Fernando, który w czasie wojny domowej ledwo wydostaje się z więzienia republikańskiego: 
,,Kiedy ojciec Fernando już pogodził się z tym, że którejś nocy przyjdzie jego kolej, i przygotował się na śmierć, jego matka, prababka Mercé, przeżyła zator i sparaliżowało jej połowę ciała w chwili, gdy przebywała w Pałacu Sprawiedliwości, w biurze prokuratora Trybunału Ludowego, błagając o uwolnienie syna-księdza. Prokurator Gayolà nie wiedział, co zrobić z prababką, która leżała jak nieżywa na fotelu w jego biurze, i rozkazał: - Wypuścić ojca Fernanda Fornsa i przyprowadzić tutaj! Niech się nią zajmie!”
Ten dzielny człowiek narażając własne życie, w czasie reżimu generała Franco, wyciąga z więzień żydowskie rodziny i pomaga im opuścić kraj.
Przejmujące są opisy ogarniętego pożogą pierwszej wojny Reims i pożaru katedry. Przedstawione  z perspektywy Francisca Ollera, próbującego ratować przed niebezpieczeństwem rodzinę i firmę. 
Rodzinom Oller i Nadal można tylko pozazdrościć witalności i długowieczności. Oto historia małżeństwa jednej z ciotek autora:
,,Ruscalleda miał trzydzieści dwa lata, o jedenaście więcej niż Conxita, i przyjaciółki drwiły z niej:  - Długo go nie będziesz miała, wcześnie zostaniesz wdową! 
Czas podważył dar przewidywania przyjaciółek Conxity, bo jak dotąd ma męża już siedemdziesiąt lat."
Książka napisana lekkim stylem, który przypomina rodzinne gawędy przy kominku z kieliszkiem szampana w ręku. Myślę, że może to być świetna lektura zarówno na wakacje jak i na długie jesienne wieczory, gdy marzymy o słonecznych krajobrazach, w których dojrzewają winogrona.

Wydawnictwo Marginesy wydało również wersję elektroniczną książki. Wersja papierowa, którą czytałam jest całkiem ładnie wydana. Mały minusik dla Marginesów za brak przypisów z tłumaczeniami z języka francuskiego. W książce pojawia się sporo zwrotów i wypowiedzi w tym języku niestety nie są przetłumaczone. 

Informacje o książce:
Tytuł: Szampańskie dni
Autor: Rafel Nadal
Wydane: Wydawnictwo Marginesy
Rok wydania: Warszawa 2015
Przekład: Adriana Sara Jastrzębska 
Ilość stron: 253
Czytaj dalej

Jerzy Ciechanowicz ,,Rzym ludzie i budowle"

Rzym, czy jest jakieś inne miasto, które definiowałoby swoim istnieniem lepiej naszą zachodnią kulturę? Caput Mundi - głowa świata mawiali o nim starożytni. Świat o tę głowę był kilkukrotnie skracany, ale ona zawsze odrastała, wspaniała i niezwykła. Rzym był, jest i miejmy nadzieję będzie po wsze czasy. Choćby tylko i aż po to by pokazać nam swoim istnieniem skąd przychodzimy i skłonić do pytania dokąd zmierzamy. 
Piazza del Popolo z obeliskiem przeniesionym z Circus Maximus, Gaspar van Wittel wiek XVII . Źródło: museicivicivicenza.it 
Ostatnio, 6 maja przypadała rocznica słynnego i haniebnego Sacco di Roma, gdy w 1527 roku cesarz Karol V i jego niemiecko-hiszpańskie wojska zdobyły i złupiły miasto Rzym. Papież Klemens VII salwował się ucieczką do Zamku Świętego Anioła. Plądrowano i palono przez osiem miesięcy, wiele dzieł sztuki zginęło bezpowrotnie. Oto przyczyna, dla której tak mało średniowiecza w Rzymie, a tak wiele baroku. Miasto wyludniło się i ponad pięćdziesięciu tysięcy mieszkańców zostało ledwie dziesięć tysięcy. To straszne wydarzenie stanowiło zaledwie epizod w historii miasta, które w starożytności liczyło około miliona mieszkańców, a w średniowieczu tylko kilkanaście tysięcy.
Rocznica stanowi jednak doskonałą okazję, by napisać o jednej z moich ulubionych książek. 
,,Rzym ludzie i budowle" Jerzego Ciechanowicza  to wspaniała lektura dla każdego kogo zachwyciły cuda Wiecznego Miasta, a w szczególności jego starożytne zabytki. Książka opowiada historię słynnych budowli starożytnego Rzymu i ludzi, którzy je wznosili lub uświetniali. Kolejne rozdziały są poświęcone: Świątyni Jowisza Najlepszego Największego na Kapitolu, Circus Maximus, Teatrowi Marcellusa, Złotemu Domowi Nerona, Koloseum, Forum Trajana i Panteonowi.
Interior view of the Pantheon commonly known as the Rotunda - Piranesi Giovanni Battista
Panteon w XVIII wieku, Giovanni Batista Piranesi. Źródło: wikiart.org
Przy okazji dowiemy się wielu ciekawych rzeczy m.in. jakie były początki miasta, skąd wzięła się Cloaca Maxima oraz, że nazwa Kapitol wywodzi się od łacińskiego słowa caput, czyli głowa. Ponoć podczas wznoszenia Świątyni Jowisza Najlepszego Największego, znaleziono ludzką głowę o nienaruszonej twarzy. 
Poprzez karty książki, przepływa czas, ludzie, budowle trwają, zmieniają się, popadają w ruinę. W rozdziale poświęconym Cirucus Maximus autor opisuje czasy świetności i upadku tego niezwykłego cyrku.  W okresie największej chwały był zdolny pomieścić ponad trzysta tysięcy widzów, dziś jest pustym wgłębieniem terenu porośniętym trawą. Genius loci tego miejsca jednak sprawia, że stając po środku blizny, która została po budowli wciąż czujemy jej ogrom.

Circus Maximus dziś. Źródło: wikipedia.org
Wspaniałe egipskie obeliski zdobiące niegdyś spinę, rozstawiane na rozkaz papieża Sykstusa V na ważnych placach Rzymu, zapoczątkowały światową modę na ustawianie takich monumentów w miastach. I tak właśnie naśladując Wieczne Miasto swoje obeliski mają Paryż, Londyn, Nowy Jork. Tego rodzaju kształt stał się bardzo popularną formą pomnika znaną każdemu z nas. Krótka rekonstrukcja poniżej pokazuje jak okazale prezentował się ten ogromny cyrk wraz z ustawionymi na spinie rzeźbami i obeliskami. Co prawda budowli brak kolorów, które tak kochali starożytni, ale i tak możemy zobaczyć to czego już nie ma.


Jeżeli zaś chodzi o funkcjonalność tego typu obiektu, to cyrk był również znakomitym miejscem na... podryw, tak oto zachwalał go starożytny poeta Owidiusz w ,,Sztuce kochania":

Cyrk jest również dobrym gruntem
Do robienia znajomości.
Siądź przy lubej jak najbliżej.
Ujdzie to wśród tłoku gości.
Ciasnota cię zmusi wkrótce
Przycisnąć się jeszcze bardziej.
Dziewczę zniesie to cierpliwie,
Rozmową twą też nie wzgardzi.
Widząc konie na arenie
Chwal te, które ona chwali.
Widząc bóstwa - pochwal Wenus,
Co twe serce żarem pali...*

Jerzy Ciechanowicz napisał świetną książkę, której lektura upływa nie tylko szybko, ale i pożytecznie  na zgłębianiu sekretów Wiecznego Miasta. Zupełnie inaczej ogląda się potem Rzym lub wspomina to, co już się w nim widziało. Autor potrafił ciekawie opisać kawał historii. Czytając nie sposób nie zadumać się na chwilę nad przemijaniem człowieka wobec trwania jego dzieł.  Dla mnie jest bardzo ważne pielęgnowanie pamięci o kulturze antycznej, więc książka stała się pozycją obowiązkową w mojej biblioteczce.
Niestety jest pewien minus, książka jest dostępna jedynie w antykwariatach. Z tej racji, że była wydana ostatni raz w 1990 roku w tzw. ,,serii ceramowskiej" przez PIW. Kupienie jej nawet po bardzo okazyjnej cenie nie powinno jednak nastręczać większego problemu. Nawet Jowisz Najlepszy i Największy nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie czemu ta pozycja nie została wznowiona w nowej szacie graficznej. Przecież mogłaby wyglądać tak pięknie. Przetrząsając antykwariaty, zadaję sobie często pytanie czemu tyle wartościowych książek, aż woła o wznowienie podczas, gdy rynek zalewają nowości będące w wielu wypadkach zwykłą szmirą. Myśląc o niej, człowiek czuje rozpacz na myśl o drzewach, które zakończyły życie w niezbyt chwalebnym celu. Można jedynie powtórzyć za Cyceronem ,,O tempora, o mores!" 

*cytat z Owidiusza pochodzi z książki ,,Rzym ludzie i budowle"


Informacje o książce:
Tytuł: Rzym ludzie i budowle
Autor: Jerzy Ciechanowicz
Wydane: Państwowy Instytut Wydawniczy
Rok wydania: Warszawa 1989
Seria: Rodowody Cywilizacji 
Ilość stron: 294


Czytaj dalej

Agnieszka Wojdowicz ,,Niepokorne. Eliza"

Czasami jakieś dobre prądy poniosą nas gdzieś, gdzie spotka nas coś miłego. A chociaż internetowe prądy bywają zwodnicze,  to dla mnie okazały się łaskawe i zawiodły mnie  na bloga Agnieszki Wojdowicz, która jest pisarką. Blog jest bardzo interesujący i niezmiernie przypadł mi do gustu. Naturalną koleją rzeczy  było dla mnie sięgnięcie po książkę autorki. Mój wybór padł na cykl ,,Niepokorne" i jego pierwszy tom ,,Eliza". 

Cykl opowiada o losach trzech przyjaciółek Elizy, Judyty i Klary w okresie Młodej Polski. Scenerię stanowi Kraków. W powieści ,,Eliza"  bliżej poznajemy tytułową bohaterkę, która w 1895 roku opuszcza zabór rosyjski i jedzie do Krakowa rozpocząć naukę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jej marzeniem była medycyna, jednak jako kobieta musi zadowolić się jedynie farmacją. Po drodze w pociągu jest światkiem zbrodni, która zaważy na jej dalszych losach. W tym samym czasie na krakowskim Kazimierzu Judyta, córka żydowskiego antykwariusza, postanawia uciec z domu. Chce połączyć się z ukochanym i zostać artystką. Obie los zetknie z Klarą córką profesora, skłóconą z konserwatywnym ojcem , emancypantką. Wszystkie trzy są niepokorne wobec istniejących konwenansów i przypisanych kobietom ról.


Henryk Siemiradzki, projekt kurtyny teatru im. J. Słowackiego w Krakowie z 1894 roku, która pojawia się w powieści. Źródło ilustracji: wikipedia.org





















Autorka w interesujący sposób przedstawia epokę i przeciwności jakim muszą stawić czoło bohaterki, pragnące zrealizować swoje marzenia. Dziewczyny z konkretnym pomysłem na samą siebie, szukające swojego miejsca. Książka przybliża czytelnikowi sytuację kobiet u schyłku dziewiętnastego stulecia. Problemy z kształceniem się, zdobyciem pracy, a co za tym idzie niezależnością finansową. 

Mnie bardzo podoba się powieściowy Kraków, który nie jest jedynie pustym sztafażem dla opowiadanej historii, ale staje się jej częścią. Został ukazany w książce bez sentymentalizmu i daleki od wygładzonego pocztówkowego wizerunku. Jest to miasto o dwóch obliczach. Z jednej strony na każdym kroku pełne przejawów polskości, której tak brakuje w zaborze rosyjskim, z drugiej natomiast jest drugorzędnym miastem wielkiego cesarstwa, tkwiącym mocno w gorsecie mieszczańskiej moralności. Miastem pozbawionym szerszej perspektywy wielkich europejskich metropolii końca dziewiętnastego wieku, szczególnie w sferze mentalnej mieszkańców. 


Tło historyczne, czyli w tym wypadku problem zaborów,  jest przedstawiony z perspektywy zwykłych ludzi obserwujących rosnące różnice kulturowe między Kongresówką i Galicją. Ludzi, którzy jak Eliza noszą w sobie rodzinną pamięć krzywd doznanych z powodu zaborców, a jednocześnie muszą się odnaleźć w otaczającej ich rzeczywistości. 


W powieści znajdziemy ciekawie wykreowane postaci bohaterek, również te drugoplanowe. Co najważniejsze, są to postaci wiarygodne. Silne kobiety, które potrafią wiele zaryzykować walcząc o własną niezależność, a jednak nie pozbawione rozterek i obaw. Ja akurat bardzo cenię takie właśnie bohaterki, wiedzące czego chcą i samodzielne. Muszę przyznać, że jako czytelniczka kompletnie nie mam cierpliwości dla mimozowatych laleczek, jakie można spotkać na kartach niektórych książek. Takich co to miłość jest ich jedynym celem, a bez jakiegoś tam Jasia, czy Stasia u boku, czyli ogólnie faceta, życie dla nich nie ma sensu i staje się puste. Oznajmiam uroczyście, że takie typy w ,,Elizie" nie występują, ku mojej wielkiej satysfakcji.


Styl Agnieszki Wojdowicz sprawił, że akcja powieści mocno mnie wciągnęła, a czytanie sprawiło wielką frajdę. Nastąpiło to na co czeka każdy czytelnik, z przyjemnością sięgałam po książkę, by przekonać się co będzie dalej. 

Gorąco polecam tę lekturę. Obecnie kończę już drugi tom cyklu ,,Niepokorne. Klara" i niecierpliwie oczekuję ostatniego zatytułowanego ,,Judyta", który ma ukazać się w czerwcu.
Papierowe wydanie książki, które czytałam posiada wygodny druk, który nie męczy wzroku. Książka jest również wydana w formie e-booka i audiobooka.



Informacje o książce:
Tytuł Niepokorne. Eliza
Autor: Agnieszka Wojdowicz
Wydane: Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Rok wydania: Warszawa 2014
Seria: Niepokorne
Ilość stron: 432
Czytaj dalej

Władimir K. Arsenjew ,,Dersu Uzała"


O wyższość książki nad filmem można się spierać bez końca, a będzie to spór w stylu co było pierwsze jajko, czy kura? Z jednej strony książka pobudza naszą wyobraźnię i jest przeżyciem bardziej intymnym niż film. Jesteśmy sami z naszymi bohaterami, czytamy i tylko my wiemy co nam w duszy gra i jakie w naszej głowie powstają światy. Z drugiej strony przysłowie mówi: jeden obraz jest wart tysiąca słów, więc i kino ma swoje niezaprzeczalne zalety. Dobre zdjęcia potrafią uczynić z filmu prawdziwe dzieło sztuki. 
Jednak najczęściej spór ,,książka kontra film" przybiera na sile, gdy mowa jest o ekranizacji jakiegoś dzieła literackiego.

Dzisiaj chcę własnie napisać o pewnej sfilmowanej książce. Jest to historia, która oczarowała mnie właśnie dzięki filmowi Akiro Kurosawy. ,,Dersu Uzała", taki nosi tytuł zarówno film jak i książka, to historia prosta i niesamowita jednocześnie. Jest to jedna z najbardziej udanych ekranizacji jakie udało mi się do tej pory obejrzeć. Japoński reżyser nakręcił film, o którym śmiało możemy powiedzieć, że jest to Wielkie Kino, duże litery, jak najbardziej zamierzone.
Autorem książki jest Władimir K. Arsenjew rosyjski badacz i podróżnik. Zapiski ze swoich podróży, na daleko-wschodnią część Syberii, z lat 1902-1908  zawarł w książkach ,,Po kraju Ussuryjskim" oraz ,,Dersu Uzała". Tytułowy Dersu przewodnik, myśliwy oraz przyjaciel Arsenjewa jest przedstawicielem ludu Najanów (dawniej Goldów) zamieszkujących tereny badane przez rosyjskiego podróżnika. Charakteryzowały ich wierzenia animistyczne i szamanizm.

Kadr z filmu ,,Dersu Uzała" reż. A. Kurosowa 1975 r.  Źródło fotografii: sputnikfestiwal.pl
,,Dersu Uzała" to opowieść o podróży z tytułowym bohaterem przez dzikie tereny krainy lasów, wody i srogiej zimy. Mamy tu wszystko co zawiera każda relacja z podróży, opisy: przyrody, ludzi, zmagań z naturą i piętna jakie odciska na niej człowiek. Ot, standard można pomyśleć i co w tym nadzwyczajnego? To co czyni tę historię wyjątkową jest dwóch ludzi: autor i Dersu. Przyznam, że mnie urzekła postać autora. Chociaż ,,urzekła" chyba nie jest tu zbyt adekwatnym słowem. Podziw i szacunek dla człowieka o naprawdę otwartym umyśle, to właśnie zrodziła we mnie lektura jego książki. Biorąc pod uwagę, że swoją podróż odbył sto lat temu, musiał być osobowością niezwykłą na tle zachodniej cywilizacji. Z jej kolonialnym podejściem do innych kultur, wzgardą dla wszystkiego co odmienne. Choć autor pisze prostym niewyszukanym językiem, to czujemy czytając, że jest ciekawy świata, który opisuje podziwia lecz nie ocenia. Najlepiej widać to sposobie w jaki przedstawia Dersu. Myśliwy ma charakterystyczny sposób wysławiania się:
 ,,-Trafił?- spytał Dersu i po jego oczach poznałem, że nie spostrzegł efektu swego strzału.
-Tym razem spudłowałeś - odparłem. - Piżmowiec uciekł.
- Czyżby moja traf nie ma? - spytał Gold wystraszony. "
Przez całą książkę nie odczujemy tego jako śmieszne, autor nie uraczy nas protekcjonalizmem człowieka cywilizowanego. Dersu, jego filozofia życia, dobro umiejętność przetrwania to wszystko podziwiał i szanował Arsenjew, a my mamy możność czuć to  samo. Jak daleki to obraz tubylca od takiego choćby Kalego z ,,W pustyni i w puszczy", z którego Sienkiewicz robi pożytecznego idiotę. Taki co to śmiesznie mówi i ogólnie jest taki niepoważny. A wystarczy pomyśleć, czy czternastoletni Staś, co to dżunglę i sawannę znał z książek i niedzielnych wycieczek, bez Kalego i Mei zajechałby daleko? Kali to postać fikcyjna, a Dersu Uzała autentyczna, ale czy wielu podróżników tamtych czasów nie myślało o tubylcach z lekceważącym pobłażaniem.
Sam Dersu to człowiek z innego świata. Jego osoba w jakiś sposób pozostaje czysta, nieskalana, podobnie jak sama natura. Jednak i on dźwiga brzemię tragedii. Jego wolność, swoboda wędrowania, brak przywiązania do jednego miejsca wynikają z faktu, że na skutek epidemii ospy utracił całą rodzinę, żonę, dzieci. 
Mimo, że jest myśliwym nie zabija dla zabawy, tylko by przetrwać. Wszystkie żywe istoty i ptaki, i wilki to dla niego ,,ludzie". Stosunek Dersu do przyrody, a szczególnie zwierząt jest tym co my w naszej ,,cywilizowanej" części świata utraciliśmy bezpowrotnie i już nie odzyskamy. Ja bardzo lubię zwierzęta, a moje koty wprost uwielbiam. Po tej lekturze jednak wiem, że choć przeczytałabym tysiąc innych książek o kotach i obejrzała tysiąc filmów na ich temat, nigdy nie będę mogła ich widzieć i rozumieć w sposób, w jaki robił to Dersu. Cóż... Panta rhei! Nasza cywilizacja raczej już nie zjednoczy się z naturą jak to miało miejsce tysiące lat temu. 
Wracając do samej książki, autorowi udało się opowiedzieć historię, która porusza czytelnika. Chociaż Arsenjew opisuje swoją wyprawę i przyjaciela barwnie, lecz w prosty sposób, jest to książka, pierwsza od naprawdę długiego czasu, na której końcu płakałam. Dodam, że nie należę do osób, które wzruszają się łatwo, jednak to już naprawdę ostatnie pożegnanie Arsenjewa z Dersu jest opisane pięknie. A mały ptaszek, który pojawia się na końcu tej opowieści, nim padną słowa ,,Żegnaj, Dersu" przypomniał mi jakimś dziwnym trafem baśnie Andersena. Może dlatego, że cała ta historia ma w sobie coś baśniowego.
Książka ,,Dersu Uzała" została naprawdę pięknie wydana przez wydawnictwo Zysk i s-ka. Twarda okładka, wzmocniony płócienny grzbiet, fotografie, porządny papier, wszystko to sprawia, że ta pozycja może być ozdobą nie jednej domowej biblioteki. Dodatkowym atutem jest wstęp napisany przez Jacka Pałkiewicza. 
Jest jednak pewien minus tego wydania, a mianowicie tyci druk. Szkoda, że wydawnictwo nie pokusiło się o dodanie stron i powiększenie czcionki.
,,Dersu Uzała" Władimira K. Arsenjewa jest częścią wydawniczej serii ,,Podróże Retro", w której znajdziemy relacje znanych podróżników i pisarzy z ich wypraw m.in. Gertrude Bell czy Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego. 

Gorąco polecam lekturę tej książki, jak również obejrzenie filmu, który jest również wspaniały.

Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytam Zekranizowane Książki.

Informacje o książce:
Tytuł: Dersu Uzała
Autor: Władimir K. Arsenjew
Przekład: Ewa Skórska
Wydane: Zysk i S-ka
Rok wydania: Poznań 2010
Seria: Podróże retro
Ilość stron: 247
Czytaj dalej

Charlotte Chandler ,,Katharine Hepburn''

Katharine Hepburn aktorska legenda, uznana przez Amerykański Instytut Filmowy za największą gwiazdę wszech czasów, osoba fascynująca widzów do dziś. Miałam wielką ochotę bliżej poznać jej biografię, gdyż jest to jedna moich ulubionych aktorek. Kobieta pełna klasy i jakiejś takiej pozytywnej energii, która spływa na widza z ekranu. Pod koniec życia wyglądała pięknie i naturalnie, jak w czasach młodości, choć adekwatnie do wieku, czego raczej nie można powiedzieć dziś o wielu aktorkach. Większość stara się oszukać przede wszystkim siebie, bo czasu nie sposób, przeobrażając się przy pomocy kolejnych operacji w obciągnięte gumą potwory z rodziny gnomów. Wystarczy spojrzeć choćby na Kim Novak gwiazdę z filmów Hitchcock'a, aby zrozumieć dlaczego starsze aktorki nie dostają ról. Hollywoodzki kult młodości to jedno, ale groteskowy wygląd odstraszający widza, też ma wpływ na te angaże.
Mimo, że wielu widzów uwielbia Katharine za jej młodzieńcze role np. w ,,Filadelfijskiej opowieści", czy też w ,,Drapieżnym maleństwie", mnie urzekły na zawsze jej dwie kreacje, obie oskarowe, które zagrała młodość mając już dawno za sobą. Pierwsza z nich to rola Eleonory Akwitańskiej u boku Petera O'Toole'a grającego Henryka II i Anthony Hopkins'a w roli jej syna Ryszarda Lwie Serce, w filmie ,,Lew w zimie". Katharine gra tam genialnie, zresztą cały film to wielka symfonia mistrzowskiego aktorstwa. Film powstał na postawie sztuki teatralnej. Glen Close również zagrała Eleonorę w 2003 roku w jego nowej, tym razem telewizyjnej wersji, jednak kreacja Hepburn jest w moim sercu nie do pobicia. Dodam, że obie wersje ,,Lwa w zimie" należą do moich ulubionych filmów.
Katharine Hepburn w filmie ,,Lew w zimie" z 1968 roku
Druga niezwykła kreacja aktorska Katharine Hepburn to rola Ethel Thayer w filmie ,,Nad złotym stawem". Piękna, autentyczna opowieść o jesieni życia i relacjach rodzinnych, do której zawsze chętnie wracam jeżeli mam okazję.
Katharine Hepburn i Henry Fonda w  filmie ,,Nad złotym stawem" z 1981 roku.

Zainteresowana postacią tej wielkiej aktorki chętnie sięgnęłam po książkę Charlotte Chandler ,,Katharine Hepburn". Charlotte Chandler jest autorką całkiem pokaźnej liczby biografii ludzi filmu m.in. Federico Feliniego, Mae West, Ingrid Bergman, a także osobą związaną ze światem filmu. Na okładce możemy przeczytać: 
,,Katharine Hepburn Charlotte Chandler to najbardziej intymna i osobista - spośród dotychczas opublikowanych - biografia legendy Hollywood."  
Dowiadujemy się również, że Charlotte Chandler od lat siedemdziesiątych spotykała się z samą gwiazdą oraz osobami, które ją dobrze znały, a są to nie lada nazwiska Cary Grant, George Cukor, Ginger Rogers. Po takiej notce czytelnik, co całkiem zrozumiałe, zaczyna mieć pewne oczekiwania. Tak też było w moim przypadku. Czy zostały one zaspokojone? 
Okładka książki Katharine Hepburn
Okładka książki

Najpierw o stylu autorki, trudno tutaj powiedzieć coś konkretnego, ponieważ książka jest zlepkiem wypowiedzi samej aktorki oraz osób, które ją znały. Czyta się ją mimo to bardzo przyjemnie,  a fragmenty, w których sama Katharine Hepburn opowiada o sobie są interesujące i mają pewien urok. Aktorka była osobą niesłychanie pozytywną, silną kobietą oddaną całkowicie aktorstwu, które było pasją jej życia. 
W książce w sposób czytelny jest przedstawiona chronologia i czytelnik nie gubi się w gąszczu faktów i danych z życia gwiazdy. Sporym plusem jest też przybliżenie czytelnikowi filmografii aktorki. Kolejne role filmowe są opisane w formie krótkich streszczeń i zamieszczone w treści książki. Jest to pożyteczny zabieg dzięki, któremu zyskujemy wiedzę na temat filmów, z których obejrzeniem możemy mieć problem z uwagi na brak ich dostępności na naszym rynku. Dowiadujemy się przy tym dokładnie, w którym momencie życia aktorka nakręciła dany film. Na końcu książki jako dodatek są umieszczone listy wszystkich filmów kinowych i telewizyjnych z udziałem Katharine Hepburn oraz indeks nazwisk występujących w książce.
Użyłam jednak wcześniej słowa ,,zlepek", ponieważ czytając książkę cały czas miałam wrażenie, że nie jest to praca wykonana nad biografią na miarę tej, jaką wykonał Gerald Clark pisząc o Judy Garland. Owszem pisałam, że Gerald Clark może był mało empatyczny jako autor w stosunku do opisywanej przez siebie aktorki, ale przygotował się do napisania jej biografii solidnie. W jego książce nie brak krytycznego spojrzenia na wielkie wytwórnie i środowisko filmowe z czasów złotej ery kina. Autor starał się ich pokazać wpływ na opisywaną przez siebie postać. Wskazuje również na wpływ rodziny na charakter gwiazdy i całe jej życie. Próżno tego szukać u Charlotte Chandler. Wszystko tam dzieje się gładko i elegancko, wszyscy lubią Katharine Hepburn, a ona lubi wszystkich. Owszem jest tragedia rodzinna, ale pisarka nie stara się zbytnio badać tego tematu. Autorka nie poddaje żadnej analizie tego co mówi jej aktorka, oraz tego czego dowiaduje się od innych, nie ma refleksji na tym jak na gwiazdę wpłynęły pewne wydarzenia z jej życia. Chwilami miałam wrażenie, że mam do czynienia z nadwornym biografem pokroju Galla Anonima, czyli wszystko na chwałę patrona i jego dworu. Skoro biografia nie jest wywiadem rzeką oczekiwałabym od autora odrobiny samodzielnego myślenia na temat tego o czym pisze. Z resztą porządny wywiad też powinien mówić nam coś o człowieku, a nie być formą ugrzecznionej laurki.
Szczególnie temat rodziny aktorki i samobójczej śmierci jej brata w dzieciństwie, aż prosi się o rzetelne i dogłębne potraktowanie. Są to czynniki, które ukształtowały Katharine Hepburn jako człowieka takiego, a nie innego, a śmierć Toma odcisnęła się piętnem na całym jej życiu.
Rodzina Katharine Hepburn jest niezwykle interesująca. Jej matka, po której aktorka nosi imię, była nietuzinkową kobietą, która dzięki własnej determinacji znajdując się w trudnej życiowej sytuacji, przedwczesna śmierć rodziców, zdobyła wyższe wykształcenie. Była zaangażowana w ruch sufrażystek oraz działalność na rzecz zdrowia kobiet i kontroli urodzeń. Wspierana była w tym przez męża, lekarza Thomasa N. Hepburna. Ta postępowa postawa nie była powszechnie akceptowana na początku XX wieku i  rodzinę czasami spotykały rozmaite nieprzyjemności w stylu kamieni wrzucanych przez okno oraz przestróg kierowanych do dzieci by nie bawiły się z latoroślami Hepburnów.
Zdawało by się, że w tak tolerancyjnym i postępowym domu dzieciństwo powinno być cudowne. Tak właśnie w książce wspomina je aktorka, jednak postać ojca, nawet przy serwowanej przez panią Chandler dawce lukru, jest mocno dwuznaczna. Z jednej strony człowiek otwarty na problemy społeczne, z drugiej zdaje się być domowym tyranem i treserem własnych dzieci. Niewątpliwie był człowiekiem o trudnym charakterze. Gdy Tom, ukochany brat Katharine popełnił jako nastolatek samobójstwo, reakcja ich ojca wprost wprawiła mnie w osłupienie swoją bezdusznością:
,,Ojciec uważał, że powinniśmy pozbyć się imienia Toma z domu, myśli i serc żeby jego śmierć nie zniszczyła nam życia. Sądził, że dzięki temu nie będziemy żyć w smutku. Mawiał, że depresja jest zaraźliwą chorobą. Nikt, nawet moja matka, nie kwestionował absolutnej władzy ojca.
To straszne, ale nie tylko zakazał nam mówić o Tomie, ale i o nim myśleć. Mieliśmy udawać, że nigdy nie był częścią naszej rodziny."
Co czuła w takiej sytuacji Katharine, która pierwsza znalazła ciało Toma? Brat nie zostawił listu i przyczyny tragedii na zawsze pozostały w sferze domysłów. Jednak biorąc pod uwagę ojca perfekcjonistę, którego oczekiwaniom synowi było trudno sprostać, możemy się ich łatwo domyślać. 
Mimo wszystko ojciec jest przez dzieci wielbiony, to adekwatne słowo, i każde chce go zadowolić. Autorka biografii niestety rozmawiając z aktorką nie zgłębia tego tematu. Prześlizgujemy się razem z nią po powierzchni, problemów. 
Podobnie jest ze sprawą słynnych związków Katharine Hepburn. Pierwszego z Howardem Hughesem oraz drugiego ze Spencerem Tracy. Autorka przytacza opowieści aktorki oraz opinie znajomych na ten temat, ale mnie wszystko znów wydaje się dość powierzchowne.
Podsumowując książkę czyta się dość dobrze jest to lektura dla tych, którzy chcą zdobyć trochę wiedzy o aktorce i jej dorobku filmowym. Ja z niej dowiedziałam się paru interesujących rzeczy. Jeżeli jednak ktoś szuka solidnej biografii, w której autor stara się nadać formę nieco głębszą niż obszerna nota biograficzna, może poczuć się dość rozczarowany.


Informacje o książce:
Tytuł: Katharine Hepburn
Autor: Charlotte Chandler
Przekład: Agnieszka Sylwanowicz
Wydane: Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Rok wydania: Warszawa 2013
Seria: Ikony kina
Ilość stron: 328



Czytaj dalej

Matematyczne śledztwo, czyli matematyka jednak jest ciekawa.

Całkiem niezamierzenie miałam dłuższą przerwę w pisaniu własnego bloga oraz śledzeniu innych, które lubię. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. W nawale codziennych obowiązków, przy okazji poszukiwań zbiorów zadań z matematyki dla córki gimnazjalistki, trafiłam na naprawdę fantastyczną serię książeczek Wydawnictwa Zielona Sowa pt. ,,Matematyczne śledztwo", składającą się z czterech tytułów.  Mój syn posiada na razie dwa : ,,Muzeum tajemnic" oraz ,,Zamek zagadek". Pozostałe to ,,Planeta sekretów" i ,,Jaskinia tropów".
Każda z książeczek w serii jest grą w trakcie, której czytelnik wciela się w detektywa, który przy pomocy matematyki rozwiązuje kryminalną intrygę. Jest to wspaniały sposób na pokazanie dzieciom, że matematyka może być naprawdę ciekawa i nie trzeba jej zgłębiać mając do dyspozycji jedynie zeszyt w kratkę i nudny podręcznik. Pomagają też w nauczeniu się rozmaitych matematycznych pojęć takich jak ciąg liczbowy, liczba kwadratowa, albo ułamek. Na końcu książeczki znajduje się słowniczek, dzięki temu nawet po rozwikłaniu zagadki, książka może służyć jako źródło przydatnych definicji. Definicji sformułowanych tak, że dziecko jest je w stanie zrozumieć i zapamiętać, co jest nie do przecenienia, biorąc pod uwagę, że nawet w podręcznikach szkolnych znajdują się tak sformułowane definicje, iż ja jako osoba dorosła musiałam czytać je kilka razy, aby pojąć o co chodzi. Dobrze, że na tym świecie są autorzy, którzy udowadniają, że prostą wiedzę można przekazać w prosty sposób. Jednym z nich jest David Glover autor książeczek z omawianej serii.





Moim zdaniem książeczki nie tylko utrwalają wiedzę matematyczną, ale też uczą czytania ze zrozumieniem i czytania uważnego. Wymusza to struktura samej gry, grając nie czytamy strona po stronie, lecz skaczemy po całej książce podążając za wskazówkami. Trzeba też zwracać uwagę na symbole graficzne, odpowiednie dla danej wskazówki. Zabawa z książeczkami naprawdę wciąga i jest podana w bardzo atrakcyjnej formie. Seria jest ładnie wydana, a usztywniona okładka i dobry papier gwarantują wytrzymałość, na wypadek gdyby małych detektywów poniosły emocje w trakcie prowadzonego śledztwa. Tim Hutchinson jest autorem ilustracji, które znajdują się na każdej stronie i są naprawdę miłe dla oka.
Muszę jednak zwrócić uwagę na małe niedopatrzenie ze strony wydawnictwa, które na stronie internetowej w informacji o produkcie podaje  wiek czytelnika jako 6-8 lat. Jest to nieporozumienie, książeczki są raczej odpowiednie dla dzieci nieco starszych 9-11 lat, czytających samodzielnie i mających pewien zakres materiału z matematyki już opanowany np. tabliczkę mnożenia. Młodsze dzieci nie będą w stanie rozwiązać zagadki, a pomoc rodzica sprowadzi się tu do zrobienia wszystkiego za dziecko. Zabawa w Matematyczne śledztwo ma sens wówczas, gdy mały czytelnik jest w stanie sam czytać polecenia, a pomoc dorosłego ogranicza się tylko do niektórych kwestii matematycznych. Osobiście zachęcam do wspólnej zabawy z dzieckiem  ,,Matematyczną serią", bo jest to świetna recepta na dobre spędzenie czasu, a satysfakcja małego człowieka z rozwiązania zagadki o własnych siłach bezcenna. 
Zatem jeżeli chcecie, aby Królowa Nauk zapanowała w sercach Waszych pociech, zachęcam do zakupu i wspólnej zabawy. Poniżej trailer serii godny niejednego kryminału.



Wydawnictwo Zielona Sowa wydało również serię ,,Naukowe śledztwo", która oferuje zabawę z biologią, fizyką i chemią. Tej serii jeszcze nie miałam w ręku, ale biorąc pod uwagę książki poświęcone matematyce, zapowiada się ona równie ciekawie.

Informacje o książkach:
Tytuły: Muzeum tajemnic, Zamek zagadek, Jaskinia tropów, Planeta sekretów
Autor: David Glover
Przekład: Jacek Drewnowski
Wydane: Wydawnictwo Zielona Sowa, Warszawa 2015
Seria: Matematyczne śledztwo



Czytaj dalej

Dario Fo ,,Córka papieża"

Kto pamięta  dziś o Lukrecji, jako o gorliwej zbieraczce pism św. Katarzyny z Sieny, protektorce artystów, czy pomagającej biednym.  Mało osób zna ją jako autorkę wspaniałej korespondencji miłosnej, którą prowadziła przez szesnaście lat z poetą i późniejszym kardynałem Pietro Bembo. Listy te urzekły samego lorda Byrona, gdy przeczytał je będąc w Mediolanie. Poeta nazwał je najpiękniejszymi listami miłosnymi w historii.
Lukrecja Borgia, bohaterka skandali, plotek, powieści, filmów, a ostatnio seriali. Właśnie to najnowsze objawienie się Lukrecji w kulturze masowej skłoniło włoskiego noblistę Dario Fo do napisania jej historii. Właściwie to nie samo pojawienie się legendarnej piękności na małym ekranie, co wzburzenie wykreowanym przez twórców jej wizerunkiem natchnęło pana Fo do stworzenia jedynej w jego dotychczasowej twórczości powieści ,,Córka papieża".
Jest to powieść specyficzna, taka powieść i nie powieść zarazem. Trochę w tym eseju, trochę sztuki teatralnej przejawiającej się w dialogach, jest też humor, a wszystko to razem tworzy niezwykle interesującą książkę. Lekki styl autora czyni lekturę przyjemną i wciągającą.
Dario Fo mocno zniesmaczony serialem o Borgiach, który jawił mu się jako dzieło z pogranicza pornografii, postanowił bronić Lukrecji i pokazać prawdę o niej. Zabrał się do tego rzetelnie sięgając do źródeł m.in. do listów samej Lukrecji.
Książka, którą napisał nie jest typową biografią przedstawiającą żywot opisywanej postaci rok po roku. Los Lukrecji, bo los jest tu trafniejszym słowem niż życie, zostaje opowiedziany nie tylko z perspektywy głównej bohaterki, ale również poprzez opisy zdarzeń i osób, mających wpływ na jej życie. Nasza bohaterka jest zaledwie trybikiem w machinie wielkiej polityki prowadzonej przez jej ojca papieża Aleksandra VI i brata Cezara Borgię. Należy dodać, że rodzina Borgiów, mimo wielu wieków czarnego PR-u wykreowanego przez politycznych przeciwników, nie wyróżniała się specjalnie swoim postępowaniem na tle innych ważnych familii swojej epoki, po prostu została dokładniej opisana. Nepotyzm i rozpusta nie były w Italii XV i XVI wieku niczym nadzwyczajnym. Nie trzeba szukać daleko, choćby dziadek naszej królowej Bony, Gelazzo Maria Sforza. Jak pisze Dario Fo: ,,Gelazzo Maria był,  jak mówi się w Neapolu, sciupafemmine, to znaczy oddawał się wielu romantycznym przygodom z damami i prostytutkami. To zachowanie przysporzyło mu mnóstwo wrogów, którzy licznie uczestniczyli w jego morderstwie."
Wracając jednak do naszej Lukrecji, ma ona szczególnego pecha jest kobietą w czasach, w których kobieta jest często dla rodziny ,,towarem'' pozwalającym zawrzeć korzystne sojusze.  Polityczne mariaże również będą udziałem naszej bohaterki i to aż trzy. Pierwsze małżeństwo zakończone kompromitującym unieważnieniem, drugie zakończone zamordowaniem męża, gdy przestało być użyteczne. Trzecie i ostanie, choć mąż nie do końca udany, pozwala jej opuścić Rzym i zyskać pewną niezależność. Właśnie w Ferrarze, dokąd się uda pozna ludzi niezwykłych, Izabelę d'Este i Pietra Bembo, z którym połączy ją miłość.
Lukrecja była również kobietą wrażliwą, niezwykle wykształconą i inteligentną. Jak do wielu innych inteligentnych kobiet w historii przyklei się do niej łatka rozpustnicy. Tak właśnie męski świat lubił dyskredytować wszystkie kobiety wychodzące po za społecznie ustalone ramy. W książce Dario Fo daje nam obraz córki papieża, jako takiej właśnie kobiety, nie godzącej się z rolą marionetki. Osoby, która ma własne zdanie i chce żyć po swojemu. 
Niektórzy czytelnicy zarzucają książce zbyt uwspółcześnione dialogi. Moim zdaniem jest to bardzo udany zabieg autora. Dialogi, choć czuje się w nich rękę dramatopisarza, ożywiają bohaterów i czynią postaci realistycznymi.
Papierowe wydanie książki jest bardzo ładne, twarda oprawa, ciekawy projekt okładki przejrzysty druk sprawiają, że książkę naprawdę przyjemnie wziąć do ręki. Dodatkowym atutem są wykonane przez autora ilustracje inspirowane renesansowymi portretami opisywanych postaci.



Nie widziałam wersji elektronicznej książki, ale myślę, że ilustracje dużo tracą na czarno-białym czytniku.
Zatem jeżeli chcecie przekonać się jaka naprawdę była Lukrecja Borgia sięgnijcie po ,,Córkę papieża". Chyba, że zapragniecie spytać samą Lukrecję. W Mediolanie w Bibliotece Ambrozjańskiej (Pinacoteca Ambrosiana) prócz listów Lukrecji i Pietra Bembo przechowywany jest również pukiel jej włosów. Podobno czasem nocą dawna właścicielka przychodzi je uczesać. Jest zatem okazja ją spotkać. Może tak właśnie zrobił Dario Fo, w końcu on też mieszka w Mediolanie.


Informacje o książce:
Tytuł: Córka papieża
Autor: Dario Fo
Przekład: Natalia Mętrak-Ruda
Wydane: Wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2015
Ilość stron: 320

Czytaj dalej

Raymond Maufrais ,,Zielone piekło''

Co stanie się, gdy ktoś zniknie, a zostanie jedynie dziennik, który kończą słowa: ,,Przysiągłem wam, że wrócę, to wrócę, jeżeli Bóg pozwoli." ?
Książkę, o której chcę dziś napisać znam już od wielu lat, ostatnio zakupiłam jej nowe wydanie. Stary egzemplarz niestety mocno już nadgryzł ząb czasu, a nie wyobrażam sobie mojej domowej biblioteczki bez tej pozycji. Nadarzyła się zatem znakomita okazja do ponownej lektury, chyba już trzeciej.
,,Zielone piekło" Raymonda Maufrais'a to relacje z jego dwóch wypraw do Ameryki Południowej. Pierwszej do Mato Grosso w 1946 roku, którą odbył w wieku dziewiętnastu lat, jako członek wyprawy mającej na celu zbadanie obyczajów plemion indiańskich zamieszkujących brazylijską dżunglę.
Na drugą wyprawę wyruszył samotnie, trzy lata później, z zamiarem przeprawy przez dżunglę Gujany do masywu górskiego Tumuc-Humac. Z tej wyprawy nigdy nie wrócił, został odnaleziony jedynie dziennik, który młody podróżnik pozostawił opuszczając swój obóz. Walor tej książki to nie pocztówkowe obrazki z kolorowej puszczy z uroczymi tubylcami mówiącymi do drzew, to nie jest historia egzotycznej przygody młodego chłopaka, który na koniec miał pecha. ,,Zielone piekło" jest opowieścią o ciemnej stronie natury, o swoistej ,,terra incognita'', do której biały człowiek nie ma dostępu. Jest to relacja z podróży ku zatraceniu. 
Zaginięcie Raymonda, piszę po imieniu, bo po tylu godzinach wspólnej ,,wędrówki'' przez dżunglę mocno się z nim zżyłam, wywołało niemałe poruszenie. Ludzie w wielu krajach kibicowali jego ojcu Edgarowi, który udał się na wyprawę w celu odnalezienia syna. Przez dwanaście lat pokonał dwanaście tysięcy kilometrów, zorganizował osiemnaście ekspedycji, by spełnić daną Raymondowi obietnicę, że jeśli ten nie wróci, będzie go szukał. Ostatniej wyprawy omal sam nie przypłacił życiem, a znużona jego determinacją opinia publiczna, straciła zainteresowanie sprawą.
Jak to zwykle bywa, na początku mnożyły się teorie na temat tego co się stało z zaginionym. Podobno żył i został wodzem Indian, podobno ktoś go porwał, podobno zaginięcie było mistyfikacją, podobno...
Jedno jest pewne Raymond Maufrais nigdy się nie odnalazł, a jego los po pozostawieniu dziennika pozostanie tajemnicą. Puszcza jednak nie pochłonęła go do końca, pozostał tutaj w świecie naszej cywilizacji na kartach swoich relacji z podróży, a jest co czytać. Wyruszył w drogę ogarnięty pasją poznania nieznanego. Opisy ludzi miejsc są tak plastyczne, że czasem ciężko stwierdzić, czy się czyta, czy też ogląda.
,,Ci domniemani bandyci przypominali raczej ponurych hulaków wracających z balu maskowego. Pośpiesznie podawali sobie z rąk do rąk butelkę wódki, wódki, która kroplami spływała po ich nieogolonych gębach. Zachłannie przysysali się do szyjki butelki, klęli i znów znikali pod stertą szarych, wełnianych okryć poncho, najeżonych lufami karabinów i poszarzałego, spranego filcu kapeluszy. Siedząc tak na skrzyniach, ukazywali swoje równo upaprane klejącym się błotem wysokie buty, bezkształtne ubrania pocerowane białą nicią, pod którymi przez rozdarcia można było dostrzec czarną albo ciemnobrunatną skórę zabarwioną na brudno-żółty odcień przez malarię."
Świat przyrody dzikiej i nieskalanej przez człowieka, chociaż niebezpieczny, urzeka. Natomiast świat ludzi ma w sobie coś niepokojącego, zagadkowego. Indianie, których opisuje autor jako niewinnych, momentami są przerażający. Ich obyczaje są tak nam obce, jakby byli przedstawicielami jakiejś odległej kosmicznej cywilizacji. Wszystko to razem budzi ciekawość, fascynuje i odpycha jednocześnie. Raymond daje się ponieść tej fascynacji.
,,Stary Indianinie, dziś, przeglądając te notatki, tak niedługo przed kolejną wyprawą, myślę właśnie o tobie. Twój los mnie oczarował tak bardzo, jak nie zdoła tego zrobić żadna kobieta na świecie. Trzeba mieć siłę być człowiekiem. Odrzucić cały ten blichtr i odejść na zawsze, na zawsze tam, gdzie istnieje jeszcze niewinność, tam gdzie można jeszcze żyć." Widzimy jak powoli to myślenie staje się obsesją autora, co widać już wyraźnie w drugiej części książki,  dziennika z wyprawy do Gujany.  
Już samo wyruszenie w tę podróż samotnie, obarczone jest piętnem szaleństwa. Na kolejnych stronach coraz wyraźniej widać, że autor zmierza gdzieś do jądra ciemności. Jak w słowach Dantego, owładnięty jakimś sennym majakiem, zbacza z właściwej drogi, z drogi rozsądku. Chory, zmęczony bez odpowiedniego ekwipunku, a nawet ubrań brnie dalej przez dżunglę głodując. Zamiast zawrócić, zabiera się do budowy tratwy. W jego  zapiskach miesza się zwątpienie z determinacją: ,,Och, mój Boże! Daj mi siły i odwagę. Mamo gdybyś wiedziała, jak wiele woli przetrwania daje mi  myślenie o tobie.  Myślenie o was obojgu, moi ukochani rodzice, bo obiecałem wam, że wrócę, więc wrócę. Przez chwilę myślałem, że  umrę w najstraszniejszy z możliwych sposobów, że umrę z głodu, ale moja podświadomość czuwa i wiem, że wyjdę z tego, że ta przygoda kiedyś się skończy. Zostanie na zawsze najpiękniejszą przygodą jaka dotąd mnie w życiu spotkała."
Przyroda zdaje się wywierać jakiś niesamowity wpływ na jego psychikę, gdy przymierając głodem próbuje polować lub znaleźć cokolwiek do jedzenia, zapisuje te oto słowa: ,,Idę dalej. Oto i dolinka. W końcu wstaje świt. Przeszukuję cały teren bez skutku.
Las wygląda widmowo,pełen jest nieprzeniknionej mgły, od której odcinają się liany.
To takie piękne! Słyszę tylko skrzeczące głosy tysięcy cykad i pohukiwanie jakiegoś nocnego ptaka. Las mnie przytłacza, unicestwia swoją wielkością, która nagle objawia się wraz ze świtem."
Zachęcam do lektury tej książki, bo chociaż jest dosyć mroczna, nie pozostawia czytelnika obojętnym. Nie zdarzyło mi się spotkać nikogo, kto przeczytał tę książkę i nie zrobiła ona na nim wrażenia, nie zmusiła do myślenia o autorze. Jedni myślą niedojrzały wariat, inni człowiek doświadczony brzemieniem II wojny światowej szukający ucieczki w dziczy, jeszcze inni mówią, że natura mści się okrutnie, gdy próbujemy wydrzeć jej tajemnice.
    W życia wędrówce, na połowie czasu,
Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi,
W głębi ciemnego znalazłem się lasu.
   Jak ciężko słowem opisać ten srogi
Bór, owe stromych puszcz pustynne dzicze,
Co mię dziś jeszcze nabawiają trwogi.
    Gorzko — śmierć chyba większe zna gorycze;
Lecz dla korzyści, dobytych z przeprawy,
Opowiem lasu rzeczy tajemnicze.
    Nie wiem, jak w one zaszedłem dzierżawy,
Bo mną owładła senność jakaś duża
W chwili, gdy drogi zaniechałem prawej.
Dante Alighieri, ,,Boska komedia", tłum. E.Porębowicz  

Trailer filmu ,,La vie pure", opowiadającego historię podróży Raymonda Maufrais'a. Czy sprosta literackiemu pierwowzorowi?

Książka bierze udział w wyzwaniu ,,Czytamy zekranizowane książki"

Informacje o książce:
Tytuł: Zielone piekło
Autor: Raymond Maufrais
Przekład: Iwona Banach
Wydane: Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2011
Seria: Naokoło Świata
Ilość stron: 423

Czytaj dalej