Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość.

Książka Katarzyny Surmiak-Domańskiej ,,Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość'', to nie tylko reportaż z jej pobytu w amerykańskim miasteczku Harrison, to reportaż z innej rzeczywistości, coś jak fantastyczna podróż do światów równoległych. My Polacy i Europejczycy, z naszymi doświadczeniami i wiedzą historyczną, podczas tej lektury zderzamy się ze światem ludzi w większości pozbawionych tego punktu odniesienia.
Autorka w swojej książce nie tylko przedstawia portret współczesnego Ku Klux Klanu, a raczej jednego z istniejących dziś Klanów, lecz również nakreśla tło historyczne powstania i rozwoju tej organizacji. Czytelnik ma też okazję zapoznać się z historią napięć na tle rasowym, jakie miały miejsce w XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Historyczne fakty przeplatają się z opisem wydarzeń i ludzi, z którymi spotyka się autorka. Ma to bardzo dobry wpływ na odbiór książki. Dzięki temu mamy cały czas  odniesienie do historycznej i społecznej perspektywy opisywanych zjawisk.
Harrison to nieduże miasteczko w stanie Arkansas, centrum tzw. Pasa Biblijnego (Bible Belt), grupy południowych stanów ameryki, gdzie dominują wysoce religijne i konserwatywne poglądy reprezentowane przez protestancką większość. Czym jest i jaka jest mentalność mieszkańców pasa biblijnego? Po części znajdziemy na to odpowiedź w książce, jednak uprzedzam, że Pas Biblijny to stan umysłu. Jest niczym Rosja z wiersza F. Tiutczewa:

Umysłem Rosji nie zrozumiesz,
I miarą zwykłą jej nie zmierzysz:
Postać szczególną ona ma -
W Ruś można tylko wierzyć.

Otóż wiara chrześcijańska i wiara w pewien styl życia jest tam osią wszystkiego. W samym Harrison na ok. 13 tysięcy mieszkańców przypada prawie setka kościołów. Burmistrz miasta tak tłumaczy to autorce:
,,Kościołów musi być dużo, bo jeśli się komuś nie podoba w jednym, to przechodzi do drugiego - odpowiada burmistrz bez cienia ironii. - Komuś nie podoba się, że jeden pastor krytykuje seks przedmałżeński, więc idzie do bardziej liberalnego. Komuś jest nie w smak, że pastor zbyt ostro krytykuje picie alkoholu. Inny zezwala na alkohol, a nie powinien.''
Co jest tak niezwykłego w Harrison, że autorka postanowiła się tam wybrać i porozmawiać z ludźmi, którzy tam mieszkają? Jest to ,,miasto doskonałe",  gdzie mieszkają praktycznie sami biali i gdzie jak informują bilbordy nie ma złego sąsiedztwa. Ludzie wychodząc z domów zostawiają otwarte drzwi, jest miło, jest bezpiecznie. To również miejsce siedziby jednego z odłamów Ku Klux Klanu pod przewodnictwem pastora Thomasa Robba. 
W Polsce o KKK wiemy mało, nasza wiedza pochodzi głównie z hollywoodzkich produkcji. Kojarzymy go jako złowrogą organizację i relikt przeszłości. Tym czasem trwa on sobie w USA całkiem spokojnie i legalnie. 
Katarzyna Surmiak-Domańska rozmawia z członkami KKK, mieszkańcami miasta niezwiązanymi z klanem, jego przeciwnikami i cichymi sympatykami. Spotyka też charyzmatycznych kaznodziejów rodem z telewizyjnego show.
Jedną z największych zalet książki jest obiektywizm autorki. Przedstawia poglądy swoich rozmówców nie oceniając ich postaw, to zostawia nam czytelnikom. Ich historie czasem, całkiem banalne, przedstawione są ciekawie. Sami musimy zastanowić się co myśleć o ludziach, którzy z jednej strony wydają się sympatyczni, są rodzinni, uprzejmi, przyjacielscy, a z drugiej potrafią zachwycać się Hitlerem i wygłaszać kwestie w stylu:
,,Musimy stawić opór szatanowi, który jak pisze Biblia, podaje się za anioła światłości, a jego słudzy podszywają się pod sprawiedliwość i miłość. Na przykład braterską miłość ras. Zapytacie, czy Chrystus był rasistą? Tak, Chrystus był rasistą. Czy nam się to podoba, czy nie. - Tu Pastor rozkłada bezradnie ręce.
- Noe był czysty rasowo i dlatego Bóg go ocalił."
Ze zdziwieniem i przerażeniem czytałam jak można interpretować Słowo Boże. Jak  nagina się idee chrześcijańskie, by udowadniać rozmaite tezy, straszne tezy. Hasła dzisiejszego KKK to miłość, troska o rodzinę i sąsiadów, o tradycje, o przyszłość białej rasy. Aby przekonać się jakie narzędzie można zrobić z religii, wcale nie należy tylko patrzeć na bliski wschód, można też spojrzeć w przeciwnym kierunku. Co zrobili by ci ludzie gdy by dać im władzę? 
Autorka też zastanawia się jak dziś wyglądają relacje pomiędzy białymi i czarnoskórymi mieszkańcami USA. Czy w czasach, w których nie obowiązuje segregacja rasowa wszyscy traktowani są sprawiedliwie? Jest to pytanie nie tylko o niesprawiedliwość w stosunku do kolorowej ludności Stanów Zjednoczonych. Czy poprawność polityczna nie prowadzi czasem do absurdu, jak w przypadku organizacji walczącej z cenzurowaniem wypowiedzi członków KKK?
,,Naszym celem jest obrona praw grup, które rząd próbuje cenzurować za poglądy, nawet gdy te poglądy nie są popularne"- powiedziała rzeczniczka ACLU. Ta sama organizacja broni małżeństw tej samej płci i naciska na supermarkety, żeby gwiazdkowy slogan Merry Christmas zastąpić hasłem Happy Holiday."
Książkę czytałam w wersji elektronicznej, nie mam do niej zastrzeżeń. Fotografie z książki na czytniku są wyraźne. Na rynku jest również dostępna wersja papierowa w twardej oprawie.
Bardzo polecam tę lekturę. Jest to książka świetnie napisana, zostawiająca czytelnikowi pole do własnych refleksji.

Tytuł: ,,Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość."
Autor: Katarzyna Surmiak-Domańsk
Wydawnictwo: Czarne
Seria: Reportaż
Rok wydania: Wołowiec 2015
Liczba stron: 296 











Czytaj dalej

Medgidia, miasto u kresu

Czy słyszeliście wcześniej o Medgidii, rumuńskim mieście? Ja zanim dowiedziałam się o książce, o istnieniu miasta i jego historii nie wiedziałam nic. Nic jest właściwie całkiem dobrym punktem wyjścia do czegoś konkretnego, więc kiedy wysłuchałam w radiu rozmowy z pisarzem Cristianem Teodorescu, autorem książki ,,Medgidia, miasto u kresu'' postanowiłam koniecznie ją przeczytać.

Dodam ze wstydem, że z czytaniem rumuńskich autorów, jest u mnie gorzej niż źle. Zatem sporo zaległości do nadrobienia. Od postanowień do czynów, książkę kupiłam, zaczęłam czytać i dałam się zaczarować. Przeczytałam w jedno popołudnie, jeden wieczór i pół nocy. Nie chciałam odrywać się od tej lektury. Przy okazji, dzięki radiowa Dwójko za kolejną literacką przygodę!
Każde miasto podobnie jak każdy człowiek ma swoją historię. Książka przedstawia ok. dziesięcioletni okres z dziejów Medgidii, od nastania rządów faszystowskiej Żelaznej Gwardii po nastanie komunizmu, a co za tym idzie kresu Miasta i życia jakie znają bohaterowie książki. Powieść jak mówi sam pisarz jest mieszaniną faktów i fikcji. To historia napisana na podstawie rodzinnych opowieści i anegdot krążących po mieście. Składa się ze 103 krótkich opowiadań, które można czytać po kolei lub rozpocząć lekturę w dowolnym miejscu. Ja przeczytałam tradycyjnie,,od deski do deski'', mogę zatem stwierdzić, że forma w jakiej została napisana, dodaje książce niezwykłego uroku, takiej zabarwionej humorem nostalgii. Autor znakomicie z krótkich, często anegdotycznych opowiastek buduje barwny i żywy portret miejskiej społeczności. Słodko gorzki urok tej powieści tkwi właśnie we wspaniale wykreowanych bohaterach, mieszkańcach miasta. Na kartach książki spotkamy: dworcowych żebraków, miejscowe dewotki, muzułmanów i imama Hasana, żydów, ormiańskiego kupca, dziewczęta z burdelu, żołnierzy i miejskie elity. Są tam ludzie honoru oraz skończone kanalie. Głównym wątkiem są losy Stefanka i prowadzonej przez niego dworcowej restauracji wokół, której wielka historia przeplata się codziennymi troskami obywateli Medgidii.  
Uważam, że Cristian Teodorescu stworzył powieść, która pozwala czytelnikowi, lepiej zrozumieć historię Rumunii. Zresztą autor w wywiadach podkreśla ważną rolę jaką odgrywa znajomość prawdziwej historii, a właściwie jej brak w dzisiejszym świecie. Fałszywy obraz przeszłości często powoduje powstawanie konfliktów w dzisiejszym świecie.
Książkę wydało nowe wrocławskie Wydawnictwo Amaltea. Od razu na wielki plus wydawnictwu zaliczam dbałość o oprawę graficzną powieści. Okładka zaprojektowana przez Paulinę Zieloną, nie tylko jest ciekawa, ale też znakomicie oddaje ducha książki.
Lekturę otwiera napisany przez autora specjalny wstęp do polskiego wydania. Jest to bardzo ważne, bo pisarz zawarł w nim krótki rys historyczny, który bardzo pomaga czytelnikowi nie do końca znającemu najnowsze dzieje Rumunii. Dzięki temu czytając nie czujemy się zagubieni.

Na koniec dodam, że kiedy wstałam dziś rano zaledwie kilka godzin po zakończeniu lektury, przywitała mnie tragiczna wiadomość o wydarzeniach w Paryżu. W tej sytuacji losy mieszkańców Medgidii, po których walec dziejów jeździ nieubłaganie w tę i z powrotem nabrały nowego wymiaru. 
Jaki możemy mieć wpływ na historię my zwykli ludzie? 

Tytuł: ,,Medgidia, miasto u kresu"
Autor: Cristian Teodorescu
Przekład: Radosława Janowska-Lascar
Wydawnictwo: Amaltea
Rok wydania: Wrocław 2015
Liczba stron: 313


Czytaj dalej

Judy Garland - Równia Pochyła

Judy Garland (Frances Ethel Gumm ur. 1922, zm. 1969) aktorka i wokalistka, z czterdziestu siedmiu lat życia, kariera w show-biznesie zabrała jej czterdzieści parę. Zabrała jest tu słowem kluczowym. Za oceanem kobieta ikona, u nas znana głownie z bycia matką Lizy Minnelli i może jeszcze z roli Dorotki w ,,Czarnoksiężniku z Oz''. Stało się chyba tak dla tego, że lata największej świetności jej filmowej kariery przypadły na lata czterdzieste XX wieku. W Polsce były to czasy hitlerowskiej okupacji i stalinowskiego terroru. Śpiewało się u nas, wtedy programowo całkiem inne piosenki niż ,,Somewhere over the rainbow'', która dodawała londyńczykom otuchy w czasie niemieckich nalotów, a  którą amerykańscy żołnierze w czasie II wojny światowej uznali za symbol narodowy.
Dziewczyna obdarzona niezwykłym talentem muzycznym i scenicznym geniuszem, cudowne dziecko amerykańskiego kina, ubóstwiana przez publiczność, miała też drugą mroczną historię. Jest to tragiczna historia autodestrukcji, pogrążania się w nałogach i chorobie psychicznej. Aktorka prawdopodobnie cierpiała na chorobę afektywną dwubiegunową.
Przyznam, że nie jestem miłośniczką musicali, ale po biografię Garland sięgnęłam z chęci dowiedzenia się czegoś o kobiecie uznanej za jedną z dziesięciu najważniejszych aktorek w historii amerykańskiego kina. Gwiazdy do dziś mającej zagorzałych fanów. Książka Geralda Clarke'a ,,Judy Garland'', określana przez amerykańskich recenzentów ,,biografią ostateczną'', wydawała się po temu dobrą okazją. Po przeczytaniu biografii stwierdzam, że z jednej strony jestem zadowolona z tej lektury, z drugiej natomiast mam mieszane uczucia.
Najpierw o tym co dobre. Niewątpliwie jest to dobrze napisana książka. Autor rzetelnie przygotowywał się do pisania przez wiele lat zbierając materiały. Otrzymujemy dokładny opis życia gwiazdy od narodzin po tragiczną śmierć na skutek przedawkowania leków. Przepływamy gładko przez tę całkiem pokaźną lekturę niczym przez jeden z musicali Judy. Właśnie ta gładkość jest dla mnie problematyczna. Dobry warsztat pisarski sprawia, że czyta się to naprawdę przyjemnie i bez znużenia.

Autor strona po stronie przedstawia życie kobiety, które tak naprawdę od samego początku jest przez kogoś zawłaszczane. Najpierw przez matkę, potem przez wytwórnię MGM, kolejnych mężów, nieuczciwych agentów. Jest to historia dziecka eksploatowanego przez dorosłych dla zysku, szprycowanego lekami pobudzającymi, co z resztą zapoczątkowała zaborcza i apodyktyczna matka. Dziecka, które wyrasta na osobę życiowo niezaradną, o niskim poczuciu własnej wartości, staczającą się w narkomanię i alkoholizm:
,,Na przykład na przyjęciach, kiedy większość gości bawiła się na dole, ona penetrowała łazienki, bezwstydnie włamując się do apteczek - kradła nawet leki przeciwalergiczne.'' 
Huśtawka nastrojów od radosnej ekscytacji do stanów depresyjnych i napadów autoagresji oraz wielokrotnych prób samobójczych, to była codzienność Judy Garland oraz wszystkich, którzy ją otaczali, niestety jej dzieci również. Kobiety nieszczęśliwej do granic możliwości, zmierzającej ku samozagładzie, a jednocześnie nie próbującej skutecznie się leczyć. Na terapiach aktorka oszukiwała psychiatrów. Osoby chorobliwie uzależnionej od posiadania mężczyzny w swoim życiu:
,,Judy napisała kiedyś, że wszystkie kobiety w mrocznej głębi serca zdają sobie sprawę - ,,wiedzą, wiedzą, wiedzą" nieomal krzyczała - że mężczyzna musi przewodzić, a kobieta ma podążać za nim. Tak musi być, dodała, gdyż kobiety są z natury obarczone ,,straszliwą niepewnością'' i to mężczyźni dają im bezpieczeństwo i pewność, a nawet znaczenie."*
Ta ,,filozofia'' niestety przyprawiła ją o kolejne rozczarowania, dwóch z czterech jej mężów było gejami, a jeden zwykłym utracjuszem,który doprowadził aktorkę do ruiny finansowej.
To wszystko znajdziemy w książce Clarke'a, niestety nie mogłam się pozbyć w czasie lektury wrażenia, że jest to obraz powierzchowny, w którym brakuje głębi psychologicznej. Czasami zdawało mi się, że oglądam amerykański dokument o życiu gwiazdy, gdzie dźwięczny głos narratora przeplata się z relacjami świadków. Filmu gdzie jakiś zasuszony dinozaur show-biznesu wspomina: ,,Tak, tak pamiętam jak raz...".
Drugi minus to prześlizgnięcie się pisarza po temacie wytwórni MGM w latach trzydziestych i czterdziestych oraz rzeczy jakie się tam działy, a działo się sporo: nielegalne przeglądanie korespondencji gwiazd, nielegalne podsłuchy w ich domach, ingerowanie w życie prywatne, szpiegowanie i donosicielstwo godne ery bolszewizmu.
,,Mayer utrzymywał, że kiedy podpisuje kontrakty z aktorami, kupuje ich; od tej pory należą do niego duszą i ciałem. ,,To nie jest twoje życie dopóty'', usłyszał kiedyś z jego ust Mickey Rooney, ,,dopóki pracujesz dla mnie. Twoje życie stworzyło MGM''. 
To podejście łączyło się molestowaniem seksualnym kobiet, co było na porządku dziennym. W książce Judy przytrafia się to tylko raz, choć autor kilkukrotnie podkreśla jak opresyjne było to środowisko dla kobiet i szefowie wytwórni uważali świadczenie im usług seksualnych przez aktorki za oczywiste. Podobnie z problemem pedofilii, pisarz przytacza jeden epizod molestowania jedenastoletniej Shirley Temple przez producenta Artura Freeda. Nie przeszkadza to Clarke'owi  rozpływać się  nad talentem producenckim pedofila (bo tak trzeba nazwać tego faceta). Mnie jednak to przeszkadza, ponieważ sądzę, że praca z ludźmi tego pokroju musiała mieć wpływ na Judy Garland i prawdopodobnie przyczyniła się do jej problemów. Tej refleksji jednak autorowi biografii zabrakło.

Na koniec jeszcze kilka słów w innej kwestii. Judy Garland uważana jest w Ameryce za ikonę ruchu LGBT. Nie ma to nic wspólnego z jej orientacją seksualną, nie była lesbijką. Autor wyjaśnia, że to życiowe koleje losu aktorki porażki, z których kolejno wychodzi odnosząc sukces, są inspiracją dla osób homoseksualnych, aby walczyć z życiowymi niepowodzeniami. Dla mnie to jakieś mgliste wyjaśnienie, ponieważ po przeczytaniu tej biografii, nie znalazłam w życiu tej kobiety nic co może pozytywnie zainspirować. Wszystkie klęski odnosiła nie z powodu dyskryminacji, ale tylko i wyłącznie z powodu własnego uzależnienia od leków i choroby, którą prawdopodobnie wzmagały. Sukcesy były wynikiem starań innych ludzi, dających jej możliwość kolejnego powrotu na scenę czy plan filmowy, a nie próbami aktorki,  aby wyjść na prostą.

Podsumowując, jest do książka warta przeczytania, dzięki której poznamy lepiej Judy Garland i różne osoby ze świata show-biznesu. To lektura napisana ciekawie, którą czyta się z przyjemnością, ale czy takie wrażenie powinna sprawiać biografia kogoś trawionego nałogami? To pytanie jest jednocześnie moim zarzutem wobec autora Geralda Clarke'a.

Na koniec Judy i jej piosenka, z filmu ,,Czarnoksiężnik z Oz'', który wyniósł ją na szczyt.



Tytuł: Judy Garland
Autor: Gerald Clarke
Tłumaczenie: Adam Tuz 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2014
Liczba stron:  576
Książka ukazała się w serii: Ikony kina

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki.



Czytaj dalej

Jak kochano przed Wielką Rewolucją


Był człowiekiem miłym i to w dokładnym tego słowa znaczeniu. Kobiety lubiły go bardzo, a i on lubił kobiety, może za wyjątkiem własnej żony. Traktował je zawsze podmiotowo, a nie przedmiotowo, nawet gdy były z tzw. ,,niższych sfer''.  Nie było to znów tak oczywiste w tamtych czasach. Zasadniczo można powiedzieć, że był takim ,,czasoumilaczem" dla pięknych dam. Jakże słodko i rozkosznie płynął ten czas w jego towarzystwie. Był również żołnierzem więc życie mijało mu pomiędzy Wenus i Marsem, by w końcu znaleźć swój finał na gilotynie.

Jean-Honore Fragonard ,,Skradziony pocałunek'', źródło: wikipedia.org
Armand-Louise de Gontaut de Biron diuk de Lauzun (ur.1747 zm. 1794), bo o nim tu mowa, francuski arystokrata, którego romanse połączyły z wieloma najznakomitszymi damami swojej epoki. Możliwe jest również, iż miał romans z samą Marią Antoniną. 
Całe życie pragnął odnieść sukces jako żołnierz, walczył z Anglikami w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Wrócił z niej jako bohater.
Diuk de Lauzun, źródło: wikipedia.org
W 1783 roku za namową swojej kochanki pisze ,,Pamiętniki", tak naprawdę nie z myślą o publikacji, ale na prywatny użytek wąskiego grona przyjaciół. Zatem trudno posądzać diuka o celową niedyskrecję.

Te ,,Pamiętniki'' to całkiem interesująca literatura. Jest to przede wszystkim bardzo osobiste spojrzenie na epokę przez pryzmat osobistych doświadczeń autora. A pamiętajmy, że były to te same czasy w których rozgrywa się akcja słynnej powieści ,,Niebezpieczne związki''. Treść ,,Pamiętników" diuka nie odbiega tak bardzo od tego dzieła. Nie znajdziemy tu krytycznych uwag na temat rządów ostatniego króla Francji Ludwika XIV i stosunków społecznych. Jest to raczej opis relacji między ludźmi, w tym wypadku arystokracji i królewskiego dworu. Daje to jednak pewien obraz Francji przed Rewolucją. Portret, niezbyt pochlebny, warstwy rządzącej pozbawionej jakichś wyższych wartości, skupionej głównie na przyjemnościach. Diuk de Lauzun chętnie opisuje swoje przyjemności, którymi są romantyczne przygody: 
,,Pani de Stainville udała się wieczorem do Wersalu, mówiąc, że pozostanie tam dwa lub trzy dni. Zostałem o tym zawiadomiony i przybyłem, gdy tylko, jak sądziłem, wszyscy w domu pogrążyli się już we śnie. Szybko oporządziłem się i za chwilę znalazłem się w ramionach i łóżku mojej kochanki. Zażywaliśmy najcudowniejszych rozkoszy w poczuciu całkowitego bezpieczeństwa, gdy wtem od ulicy zaczęto mocno dobijać się do bramy. Pokojowa, cała roztrzęsiona, w pośpiechu weszła do sypialni. ,,Wszystko stracone - rzekła- to pan hrabia! Nie sposób przejść przez dziedziniec, proszę więc szybko zejść do ogrodu, skąd w miarę możliwości postaramy się pana wyprowadzić." Wyskoczyłem z łóżka w koszuli i zbiegłem schodami prowadzącymi do garderoby, gdy nagle spostrzegłem idącego w moją stronę pana de Stainville. Na szczęście nie straciłem głowy i zgasiłem jedyne światło, które oświetlało schody." 
No cóż, jak widać dość szczere opisy i przytaczanie korespondencji, okazały się wstrząsające w skutkach dla księcia Adama Jerzego Czartoryskiego. Tego samego znanego nam z lekcji historii patrioty i działacza Hotelu Lambert. Co takiego zawierały wydane w 1821 roku ,,Pamiętniki"? Otóż diuk de Lauzun miał romans z matką księcia Izabelą Czartoryską.
Księżna Izabela znana ze swoich przygód miłosnych i siódemki dzieci, z których chyba żadnego nie poczęła z mężem, stała się bohaterką niemałego skandalu. W towarzystwie można rozmawiać o romansach, ale czytać o nich to całkiem co innego. Szczególnie, gdy matka człowieka, który ma ambicje polityczne, prowadzi takie oto rozmowy z
 kochankiem: 

Izabela Czartoryska, źródło: wikipedia.org





,,Mój przyjacielu - rzekła do mnie - muszę wreszcie wyjawić ci tajemnicę, którą nie bez trudu dotąd przed tobą ukrywałam. Tak bardzo pragnąłeś zatrzymać jedno z mych dzieci, będziesz je więc miał. Pragnę ci zostawić najdroższą, najlepszą część siebie samej: jestem w ciąży, a nie żyłam z mężem, od chwili gdy tobie się oddałam. Starczy mi odwagi, by wszystko wyznać mojemu mężowi i uzyskać, by najdroższa rękojmia naszej żarliwej miłości została ci odesłana."
Rękojmia, czyli Konstanty Adam Czartoryski, jednak pozostała w rodzinie, choć z nieco zmienioną datą urodzenia. Czartoryscy jeszcze w 1858 roku, zabiegali o konfiskatę drugiego wydania pamiętników. Im bardziej zabiegali, tym bardziej stawały się one popularne.
Wątek polski w pamiętnikach rzuca światło na obraz polskiej arystokracji i jej mentalności.
Styl pisarski diuka de Lauzun nie świadczy o jego wybitnych talentach pisarskich, jest jednak dość rzeczowy i przejrzysty. Dzięki temu książkę dobrze się czyta. Warto wspomnieć tu o tłumaczeniu Stefana Mellera, które jest niezwykle udane i dobrze oddaje ducha książki. Stefan Meller jest również autorem wstępu i przypisów. Te dwa elementy bardzo ułatwiają lekturę, wyjaśniając sporo kwestii historycznych. Szczególnie na uwagę zasługuje wstęp przedstawiający historię życia autora ,,Pamiętników'' oraz burzliwe dzieje kolejnych wydań książki.
Podsumowując książka warta przeczytania i włożenia wysiłku w odnalezienie jej w antykwariacie lub bibliotece. Niestety jest to pozycja dość dawno wydana.  
















Tytuł: ,,Pamiętniki''
Autor: Duc de Luzun
Strony: 227
Wydawinctwo: PIW
Data wydania: Warszawa 1976 


Czytaj dalej