,,Z Miodowej na Bracką'' Maciej Bernhardt

Udostępnij ten post

Chyba każdy pamięta z dzieciństwa momenty, w których niby bawiąc się z boku, przysłuchiwał się rozmowom i opowieściom dorosłych. Historie te wydawały się arcyciekawe i siedziało się cichutko, aby nie uronić ani słowa. Sama mam w głowie obraz, jako mała dziewczynka siedzę sobie pod stołem, przykrytym siatkową serwetą. Dookoła leżą jakieś zabawki, nie pamiętam jakie, bo tak naprawdę słucham o czym rozmawiają moje babcie. Są to różne opowieści o dawnych czasach, o wojnie, o różnych ludziach, o tak niesamowitych zjawiskach jak błędne ogniki, które wyprowadziły nie jeden wóz z końmi na manowce. Co do tych ogników i różnych zjawisk paranormalnych, to teoria mojej moje babci była bardzo prosta i ciekawa, zapytana kiedyś przeze mnie gdzie można zobaczyć owe ogniki powiedziała: ,,Przyszedł Hitler, wojna, a potem melioracja i wszystko się skończyło''.  Byłam dzieckiem i nie bardzo rozumiałam kto to lub co to ta cała melioracja, ale kim był Hitler już wiedziałam bardzo dobrze. Od tej pory myślałam o nim przez długi czas, jako o kimś strasznym, kto oprócz tych wszystkich potwornych rzeczy, które zrobił, wykończył jeszcze cały bajkowy świat. 
Minęło wiele lat i moich babć już nie ma. Zresztą jako dorośli bardziej się śpieszymy i jakoś tak mniej angażujemy się w słuchanie. Jednak zawsze się może się zdarzyć, że trafimy na jakąś opowieść, która całkiem nas zaczaruje. Tak właśnie przydarzyło się mnie, gdy czytałam książki profesora Macieja Bernhardta ,,Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego''.  Są to dwuczęściowe wspomnienia profesora z czasów wojny, okupacji, powstania warszawskiego oraz powojennej Polski.
Zdjęcia okładek pochodzą z portalu histmag.org
Autor na wstępie pisze o swojej książce: ,,...nie będzie to spisany chronologicznie ciąg wydarzeń, lecz raczej zbiór zapamiętanych obrazów i zdarzeń. Przedstawię je możliwie wiernie, co nie znaczy, że ściśle. Pamięć płata niekiedy niezwykłe figle.'' Dalej twierdzi skromnie, że nie posiada wielkiego daru pisania. Jako czytelniczka nie mogę się z tym zgodzić. Styl profesora owszem jest dość oszczędny. Nie znajdziemy tu przesyconych emocjami poetyckich metafor, jak w ,,Zielu na kraterze'' Melchiora Wańkowicza. Jednak autor posiada niezwykłą zdolność przekazania swojej historii w sposób bezpośredni, w formie snutej w fotelu gawędy. Nie jest to wielki literacki talent, ale jest to niewątpliwie talent do snucia opowieści, w których oprócz dramatycznych chwil jest spora dawka humoru. 
Czytając miałam wrażenie, że tak naprawdę słucham autora i siedzę razem z nim w pokoju i przyznam, że niechętnie ten pokój opuszczałam przerywając czytanie. Właśnie ten styl przypomniał mi opowieści mojej babci ciekawe i straszne, które wciągały bez reszty.

W pierwszej części wspomnień z pomiędzy słów groza wojny i okupacji uderza z wielką siłą. Autor pisząc o kimś zazwyczaj informuje krótko o dalszych losach danej osoby. W ogromnej liczbie losy te kończy wojna. Profesor lakonicznie ocenia zachowania ludzi i sytuacje jakie są ich następstwem, ale zawsze trafia w sedno. Przyznaje, że nie umie pisać o swoich emocjach, ale i tak w jakiś sposób docierają one do czytelnika. Gdy przychodzi do opisu powstania warszawskiego jego styl pisania sprawdza się znakomicie. Brak broni, niekompetencja niektórych dowódców, chaos, bohaterstwo powstańców i zagłada miasta są opisane bez patosu.  Sceny, które skłaniają do refleksji nad racjonalnością decyzji o wybuchu powstania podjętych przez dowództwo AK.

Równie ciekawa jest druga część wspomnień, dotycząca lat powojennych. Na ten temat nie ma wielu książek, więc to dobre źródło wiedzy o naszej historii. Możemy się sporo dowiedzieć o warunkach bytowych w powojennej Warszawie, o zasiedlaniu ziem odzyskanych i ,,ochotniczym'' wstępowaniu w szeregi armii. Autor tak oto podsumowuje zdarzenia jakie miały miejsce po trwającym trzy miesiące przeszkoleniu wojskowym, na które został wezwany:
,,Pewnego pięknego dnia ustawiono naszą małą grupkę na placu apelowym szkoły, odczytano nam rozkaz ministra obrony narodowej o mianowaniu na stopnie oficerskie oraz powiadomiono, że przychylił się on do naszej prośby o pozostawienie nas w służbie zawodowej. Wprawdzie nikt nie przypominał sobie, abyśmy się o taki zaszczyt ubiegali, ale to był nieistotny drobiazg, o którym dżentelmeni nawet nie wspominają."
Książki zostały wydane przez portal histmag.org w roku 2009, zarówno w wersji papierowej jak i elektronicznej. Ja przeczytałam wersję elektroniczną, którą polecam ze względu na bardzo przystępne ceny. 
Tego rodzaju książki są bardzo potrzebne, ponieważ z perspektywy mijających lat coraz trudniej następnym pokoleniom zrozumieć czym była okupacyjna rzeczywistość i co oznaczała dla przeciętnego człowieka kiedy m.in. za zwyczajne posiadanie radia groziła kara śmierci. Wspomnienia z czasów powojennych są obrazem siermiężności komunistycznej Polski, którą przez lata socjalistyczna władza przykrywała lukrem propagandy. Oba tomy wspomnień pokazują również jak rozmaicie potrafią się zachowywać wobec siebie ludzie, gdy najbardziej szlachetne postawy kontrastują z podłością i cwaniactwem, niezależnie od ustroju.
Leżeli lubicie ciekawe opowieści to książki właśnie dla Was. 

1 komentarz :

  1. Zgadzam się, że takie książki są bardzo potrzebna, więc będę miała polecaną przez Ciebie pozycję na uwadze. Ja dzisiaj zapraszam na recenzję książki "Śmierć frajerom". Tam też można znaleźć sporo zasłyszanych historii, które zostały bardzo umiejętnie wplecione w fabułę. Ta część zabiera nas do Warszawy z początku ubiegłego wieku, ale na tym tomie autor bynajmniej nie zamierza poprzestać.

    OdpowiedzUsuń