Fałszerz

Czasami tak już bywa, że wielkie tajemnice i spiski wypływają na światło dzienne nie dzięki czasochłonnym śledztwom oraz zdeterminowanym poszukiwaczom prawdy, a całkiem przypadkowo i mimochodem.
W czasie drugiej wojny światowej naziści rabowali dzieła sztuki na ogromną skalę, napędzani marzeniem Hitlera o wielkim muzeum oraz w równej mierze chciwością. Paradoksalnie wyjątkowa pazerność Hermana Göringa pośrednio przyczyniła się do ujawnienia jednego z największych fałszerzy w dziejach malarstwa. 
W roku 1945 wojska aliantów odkryły, w kopalni soli Altaussee na terenie Austrii, ukryte rok wcześniej przez nazistów tysiące dzieł sztuki. Skarby te niemal cudem ocalały, gdyż Hitler wydał rozkaz ,,o spalonej ziemi''. Zgodnie z nim miały zostać zniszczone wszystkie zrabowane dobra. Moim zdaniem ten fakt dobitnie świadczy o tym, że był skończonym szaleńcem. Do Altaussee przywieziono już dynamit do wysadzenia kopalni, jednak w zamieszaniu ostatnich dni wojny rozkazu nie wykonano. Obok takich skarbów jak: Ołtarz Gandawski, rzeźby Michała Anioła, prace Rubensa i Caravaggia, znaleziono nieznany wcześniej obraz Vermeera ,,Chrystus i jawnogrzesznica''. Obraz jak się okazało zakupiony został do kolekcji Göringa. Rozpoczęto śledztwo w celu wykrycia osoby odpowiedzialnej za sprzedaż dzieła sztuki wrogowi. Pewnego dnia 1945 roku, do drzwi domu w Amsterdamie zapukali dwaj funkcjonariusze holenderskiej policji. Dom należał do malarza Hana van Meegerena. Tak rozpoczyna się historia słynnego procesu i wielkiego skandalu.
Alianccy żołnierze prezentują obraz ,,Chrystus i Jawnogrzesznica'' po odnalezieniu go w Altaussee
Policjanci rozpoczynają przesłuchania van Meegerena podejrzanego o kolaborację z wrogiem, polegającą na sprzedaży nazistom narodowych skarbów. Ten nieoczekiwanie obawiając się surowego wyroku przyznaje się do sfałszowania obrazu oraz kilku innych dzieł uznanych przez krytyków sztuki za prace dawnych mistrzów. Prawo przewidywało znacznie łagodniejszy wyrok za fałszerstwo niż za kolaborację, więc malarz był zmuszony się ujawnić.


Jan Vermeer ,,Kobieta czytająca list'', lata 1662-1665


Rzekomy Vermeer czyli Han van Meegeren ,,Kobieta czytająca nuty'' lata 1935-36
Przemysław Słowiński w swojej książce ,,Fałszerz. Han van Meegeren, człowiek który oszukał Göringa'', opisuje życie artysty. Jest to barwna opowieść przedstawiona z punktu widzenia słynnego fałszerza, w formie jego zeznań składanych policjantom. To historia miłości do malarstwa, zawiedzionych ambicji, kaprysów krytyków sztuki i zmiennych kolei losu. W książce znajdziemy fascynujące opisy procesu podrabiania dzieł, ponieważ van Meegeren tworzył całkowicie metodami dostępnymi w XVII wieku. Kupował stare obrazy z epoki, usuwał namalowane na nich obrazy o małej wartości artystycznej i malował samodzielnie wykonanymi z pigmentów farbami.
Han van Meegeren w trakcie procesu 1947 r.
Dosłownie w oka mgnieniu z kolaboranta zmienił się niemal w bohatera narodowego, bo przecież wywiódł w pole samego Hermana Göringa. Jego proces staje się wielką sensacją.
Czy tak naprawdę van Meegeren był fałszerzem skoro tworzył całkiem nowe obrazy w stylu dawnych mistrzów? Historia malarstwa jest pełna naśladowców, których nikt nie nazywa przestępcami tylko artystami.
Życie van Meegerena jako artysty było pasmem rozczarowań. Mimo talentu zdołał odnieść sukces dopiero podszywając się pod kogoś innego. Sprawa sfałszowanych obrazów jeszcze do dziś budzi kontrowersje i podejrzenia, że nie wszystkie podrobione obrazy zostały ujawnione. Czy gdyby Göring nie uległ pokusie posiadania Vermeera, to nikt nigdy nie poznałby tajemnicy Hana van Meegerena?
Książka jest warta przeczytania ze względu na opisaną w niej historię i styl autora. Przemysław Słowiński stworzył barwną i wciągającą opowieść, którą czyta się jak dobry kryminał. Oprócz losów głównego bohatera możemy poznać sporo faktów na temat Holandii w czasie II wojny światowej oraz rabunku dzieł sztuki dokonanego przez nazistów.
Po przeczytaniu nie sposób nie dać racji twierdzeniu, że: ,,życie pisze najlepsze scenariusze".

Tytuł: ,,Fałszerz. Han van Meegeren, człowiek który oszukał Göringa." 
Autor:  Przemysław Słowiński
Wydawnictwo: Videograf II
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 304
Czytaj dalej

Boski Juliusz, czyli o tym skąd się biorą tyrani.

,,Czy ktoś z państwa chciałby zostać bogiem? Jest to osiągalne. Rzecz prosta, nie każdy reflektuje i nie każdy potrafi. Ale może chcą państwo wiedzieć, jak to się robi? Otóż są sposoby. Historia zna wypadki i tego rodzaju.  Żądają państwo przykładów? Proszę Juliusz Cezar.''
 ,,Wercyngetoryks poddaje się Cezarowi po bitwie pod Alezją" Lionel Royer 1899 r.,  źródło: wikipedia.org
Od tych słów zaczął Jacek Bocheński swoją opowieść o Juliuszu Cezarze pt.: ,,Boski Juliusz. Zapiski antykwariusza''. Gdy książka ukazała się po raz pierwszy w 1961 roku, nie spodobała się władzy ludowej. Wstrzymano literacką nagrodę dla autora, a ludzie z czasopisma ,,Nowa kultura", w którym ukazały się pozytywne artykuły na temat książki, doświadczyli sporych nieprzyjemności z usunięciem z pracy włącznie. Jak widać z pozoru najbardziej odległe w czasie tematy mogą sprawić, że literatura staje się niebezpieczna i wywrotowa. Jak to się stało, że ta niepozorna z wyglądu książka, licząca zaledwie ok. 190 stron (tyle liczy wydanie z 1997 roku) okazała się w oczach władzy socjalistycznej zagrożeniem?
Po lekturze stwierdzam, że to książka, która stanowczo nawet w dzisiejszych czasach w paru miejscach na świecie zostałaby zakazana, a może i spalona. To są słowa nieprzyjazne tyranom, dyktatorom i wszelkiej maści pretendentom do tych ról, gdyż obnażają mechanizmy jakie prowadzą do rozkładu państwa i przejęcia władzy przez jednostkę. Rzym po Juliuszu Cezarze trwał jeszcze kilkaset lat, ale republiki już nie było.
Moim zdaniem Jacek Bocheński napisał książkę ponadczasową, w której przy pomocy, pozornie zwyczajnej, zabarwionej miejscami humorem opowieści, o losach Juliusza Cezara, odpowiada na pytanie skąd się biorą dyktatorzy? A przychodzą nie z czarnych czeluści, lecz ze społeczeństwa, które chętnie samo popycha ich do władzy, nie myśląc o konsekwencjach. 
Bardzo lubię styl autora. Jest lekki, nieco ironiczny i czytelnik sam nie wie kiedy zawędruje na ostatnią stronę stwierdzając z rozczarowaniem, że to już koniec.
Interesującym zabiegiem jest ukazanie działań Cezara przez pryzmat jego zmagań z politycznymi przeciwnikami: Cyceronem i Katonem Młodszym. 
,,Dopiero gdy objął urząd konsula, przeszedł do ataku. Śmieszna walka - myślał - śmieszny przeciwnik, cóż za szanse mają w dzisiejszych czasach pokazy prostolinijności i samozaparcia, które urządza Kato? Społeczeństwo nie żąda czystych sumień, ludzie chcą chleba, potrzebna jest reforma rolna. Dziwactwa moralistów nikogo nie nakarmią. Kato może sobie stać i przemawiać, te widowiska nie zaspokoją ludu. Co innego cyrk, jakieś lwy, gladiatorzy..." *
 ,,Śmierć Katona Młodszego" Jean-Paul Laurens, 1836 r.,  źródło: wikipedia.org
Biografia Juliusza Cezara napisana przez Jacka Bocheńskiego to nie tylko analiza ostatecznego upadku republiki rzymskiej, ale po prostu ciekawa książka historyczna. Interesujący, żywy język i zbeletryzowana forma czyni lekturę przyjemną i wciągającą, jakże daleką od suchych historycznych faktów podawanych bez emocji w sosie dziesiątek dat. Książkę można śmiało polecić czytelnikom dorosłym jak i młodzieży, bo nie jest długa, a autor prowadzi opowieść tak zgrabnie, że nawet najbardziej ,,zieloni'' z historii nie zagubią się w jej trakcie. Przy pomocy tej lektury można nieco uzupełnić braki wiadomości o starożytności. Zawsze miło posiadać wiedzę, że Katon to ktoś więcej niż postać z ,,Igrzysk śmierci'', skądinąd całkiem niezłej książki, ale dość mocno okraszonej nawiązaniami do starożytnego Rzymu.
,,Boski Juliusz'' jest pierwszą częścią ,,Trylogii Rzymskiej''. Pozostałe części to: ,,Nazo poeta'' opowiadająca o Owidiuszu i ,,Tyberiusz Cezar'' . Zamierzam niedługo zrecenzować obie te pozycje, tymczasem życzę wszystkim, którzy się skuszą miłej lektury ,,Boskiego Juliusza".



,,Boski Juliusz. Zapiski antykwariusza''
 autor: Jacek Bocheński
 wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
 rok wydania:Warszawa 1997
 liczba stron: 193

*cytat pochodzi ze strony 171
Czytaj dalej

,,Z Miodowej na Bracką'' Maciej Bernhardt

Chyba każdy pamięta z dzieciństwa momenty, w których niby bawiąc się z boku, przysłuchiwał się rozmowom i opowieściom dorosłych. Historie te wydawały się arcyciekawe i siedziało się cichutko, aby nie uronić ani słowa. Sama mam w głowie obraz, jako mała dziewczynka siedzę sobie pod stołem, przykrytym siatkową serwetą. Dookoła leżą jakieś zabawki, nie pamiętam jakie, bo tak naprawdę słucham o czym rozmawiają moje babcie. Są to różne opowieści o dawnych czasach, o wojnie, o różnych ludziach, o tak niesamowitych zjawiskach jak błędne ogniki, które wyprowadziły nie jeden wóz z końmi na manowce. Co do tych ogników i różnych zjawisk paranormalnych, to teoria mojej moje babci była bardzo prosta i ciekawa, zapytana kiedyś przeze mnie gdzie można zobaczyć owe ogniki powiedziała: ,,Przyszedł Hitler, wojna, a potem melioracja i wszystko się skończyło''.  Byłam dzieckiem i nie bardzo rozumiałam kto to lub co to ta cała melioracja, ale kim był Hitler już wiedziałam bardzo dobrze. Od tej pory myślałam o nim przez długi czas, jako o kimś strasznym, kto oprócz tych wszystkich potwornych rzeczy, które zrobił, wykończył jeszcze cały bajkowy świat. 
Minęło wiele lat i moich babć już nie ma. Zresztą jako dorośli bardziej się śpieszymy i jakoś tak mniej angażujemy się w słuchanie. Jednak zawsze się może się zdarzyć, że trafimy na jakąś opowieść, która całkiem nas zaczaruje. Tak właśnie przydarzyło się mnie, gdy czytałam książki profesora Macieja Bernhardta ,,Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego''.  Są to dwuczęściowe wspomnienia profesora z czasów wojny, okupacji, powstania warszawskiego oraz powojennej Polski.
Zdjęcia okładek pochodzą z portalu histmag.org
Autor na wstępie pisze o swojej książce: ,,...nie będzie to spisany chronologicznie ciąg wydarzeń, lecz raczej zbiór zapamiętanych obrazów i zdarzeń. Przedstawię je możliwie wiernie, co nie znaczy, że ściśle. Pamięć płata niekiedy niezwykłe figle.'' Dalej twierdzi skromnie, że nie posiada wielkiego daru pisania. Jako czytelniczka nie mogę się z tym zgodzić. Styl profesora owszem jest dość oszczędny. Nie znajdziemy tu przesyconych emocjami poetyckich metafor, jak w ,,Zielu na kraterze'' Melchiora Wańkowicza. Jednak autor posiada niezwykłą zdolność przekazania swojej historii w sposób bezpośredni, w formie snutej w fotelu gawędy. Nie jest to wielki literacki talent, ale jest to niewątpliwie talent do snucia opowieści, w których oprócz dramatycznych chwil jest spora dawka humoru. 
Czytając miałam wrażenie, że tak naprawdę słucham autora i siedzę razem z nim w pokoju i przyznam, że niechętnie ten pokój opuszczałam przerywając czytanie. Właśnie ten styl przypomniał mi opowieści mojej babci ciekawe i straszne, które wciągały bez reszty.

W pierwszej części wspomnień z pomiędzy słów groza wojny i okupacji uderza z wielką siłą. Autor pisząc o kimś zazwyczaj informuje krótko o dalszych losach danej osoby. W ogromnej liczbie losy te kończy wojna. Profesor lakonicznie ocenia zachowania ludzi i sytuacje jakie są ich następstwem, ale zawsze trafia w sedno. Przyznaje, że nie umie pisać o swoich emocjach, ale i tak w jakiś sposób docierają one do czytelnika. Gdy przychodzi do opisu powstania warszawskiego jego styl pisania sprawdza się znakomicie. Brak broni, niekompetencja niektórych dowódców, chaos, bohaterstwo powstańców i zagłada miasta są opisane bez patosu.  Sceny, które skłaniają do refleksji nad racjonalnością decyzji o wybuchu powstania podjętych przez dowództwo AK.

Równie ciekawa jest druga część wspomnień, dotycząca lat powojennych. Na ten temat nie ma wielu książek, więc to dobre źródło wiedzy o naszej historii. Możemy się sporo dowiedzieć o warunkach bytowych w powojennej Warszawie, o zasiedlaniu ziem odzyskanych i ,,ochotniczym'' wstępowaniu w szeregi armii. Autor tak oto podsumowuje zdarzenia jakie miały miejsce po trwającym trzy miesiące przeszkoleniu wojskowym, na które został wezwany:
,,Pewnego pięknego dnia ustawiono naszą małą grupkę na placu apelowym szkoły, odczytano nam rozkaz ministra obrony narodowej o mianowaniu na stopnie oficerskie oraz powiadomiono, że przychylił się on do naszej prośby o pozostawienie nas w służbie zawodowej. Wprawdzie nikt nie przypominał sobie, abyśmy się o taki zaszczyt ubiegali, ale to był nieistotny drobiazg, o którym dżentelmeni nawet nie wspominają."
Książki zostały wydane przez portal histmag.org w roku 2009, zarówno w wersji papierowej jak i elektronicznej. Ja przeczytałam wersję elektroniczną, którą polecam ze względu na bardzo przystępne ceny. 
Tego rodzaju książki są bardzo potrzebne, ponieważ z perspektywy mijających lat coraz trudniej następnym pokoleniom zrozumieć czym była okupacyjna rzeczywistość i co oznaczała dla przeciętnego człowieka kiedy m.in. za zwyczajne posiadanie radia groziła kara śmierci. Wspomnienia z czasów powojennych są obrazem siermiężności komunistycznej Polski, którą przez lata socjalistyczna władza przykrywała lukrem propagandy. Oba tomy wspomnień pokazują również jak rozmaicie potrafią się zachowywać wobec siebie ludzie, gdy najbardziej szlachetne postawy kontrastują z podłością i cwaniactwem, niezależnie od ustroju.
Leżeli lubicie ciekawe opowieści to książki właśnie dla Was. 
Czytaj dalej

Książka, w której mieszka wiosna


Biografię, o której chcę opowiedzieć miałam zamiar umieścić na moim blogu już w momencie, w którym postanowiłam go prowadzić. Zdecydowałam się napisać o niej już dziś, gdyż odpowiednia po temu data.*  Czemu warto przeczytać tę książkę? Powodów jest kilka po pierwsze jest to klasyka literatury więc warto ją przypomnieć,  po drugie dotyczy jednej z moich ulubionych postaci historycznych, po trzecie i najważniejsze każdy potrzebuje od czasu do czasu nieskażonej niczym dawki optymizmu. Ta książka niesie optymizm i pozytywne przesłaniem już od siedmiuset lat. Mowa tu o ,,Kwiatkach św. Franciszka z Asyżu''. 

Wiem, że u niektórych już sam tytuł wywołuje wizję toczącej się na nich ogromnej kuli nudy, wspomaganej hasłem ,,lektura szkolna'' albo terminem ,,dewocja''. Fakt, że żyjemy w czasach kiedy, zapytani o to co aktualnie czytamy, odpowiemy: ,,Kwiatki św. Franciszka'' lub ,,Listy'' Cycerona, możemy czasami zostać obdarzeni spojrzeniem jakbyśmy właśnie wyznali, że w celach zdrowotnych pijemy własny mocz. Ludzie doprawdy dziwnie reagują na wyznanie, że czytuje się klasykę. Smutne jest to, że książki, które w jakiś sposób stworzyły nas, bo miały wpływ na naszą kulturę, postrzega się w charakterze nudziarstwa, a nawet uważa, że nie należy ich znać gdyż: ,,do niczego mi się to nie przyda". Rzadko ktoś zadaje jednak pytanie po co czytać grafomańską szmirę, której dziś pełno na rynku i do czego ona przydać się może.  
Giotto, ,,św. Franciszek wygłasza kazanie do ptaków'', fresk XIII w., źródło: wikipedia.org
Naturalnie nie trzeba znać wszystkiego od starożytności po czasy dzisiejsze, nie należy się jednak zrażać i dać klasyce szansę, odkładając na bok dotyczące jej stereotypy.
Wracając do ,,Kwiatków'', nie jest to oczywiście biografia w sensie, w jakim dzisiaj to rozumiemy. Utwór powstał na przełomie XIII i XIV wieku. To zbiór opowieści o życiu świętego i jego towarzyszy oraz świętej Klary, łączący w sobie fakty historyczne i typowo hagiograficzne elementy. 
Święty Franciszek żył jak na dzisiejsze standardy, krótko bo zaledwie czterdzieści trzy lub cztery lata. Wystarczyło to jednak  by odcisnąć piętno na historii i ludziach.  Proste założenia myśli franciszkańskiej: miłość do Boga, ludzi i przyrody, ubóstwo i pokora, są aktualne do dziś.
Anonimowy autor ,,Kwiatków świętego Franciszka'' przedstawia epizody z życia świętego z wdziękiem bez natrętnego moralizatorstwa, a przecież ich pisaniu przyświecały cele dydaktyczne. Opowiadania są krótkie i barwne. Przygody świętego i jego towarzyszy napisane lekkim stylem przedstawiają bohaterów w rozmaitych sytuacjach.  Święty jawi się czytelnikowi jako człowiek niezwykle sympatyczny, skromny i pokorny. Trzeba przyznać, że tę ostatnią cechę, musiał mieć bardzo silną. Otóż jak dowiadujemy się z lektury, idąc sobie ulicami miasta w skromnej szacie ze słowem modlitwy na ustach, można było zarobić kamieniem lub zostać za tę szatę wytarganym, zwyzywanym i obśmianym. Ot takie tam rozrywki ludzi średniowiecza (bardzo uduchowionej epoki), którym jak widać nuda mocno doskwierała.  W tych warunkach, trwanie w wierze wymagało ogromnej siły charakteru.
Mnie w świętym Franciszku z tych opowiadań, ujmuje jego miłość do przyrody i nieustanny nad nią zachwyt oraz stosunek do zwierząt. Czy można nie lubić duchownego, który idąc drogą mówi nagle do towarzyszy: ,,Czkajcie mnie tu na drodze idę kazać do mojej braci ptaków.'', po czym śmiało idzie przez pole wygłosić to kazanie. Jednym z moich ulubionych opowiadań jest to, w którym święty nawraca morderczego wilka z Gubbio i proponuje mu układ, nie będę zdradzać jaki. Reakcja wilka na słowa Franciszka, musi wzbudzić radość u każdego właściciela psów:,,Po tych słowach okazywał wilk ruchami ciała, ogona i oczu, że zgadza się na to, co mu rzekł święty Franciszek, i że będzie tego przestrzegał." Układ zostaje przypieczętowany podaniem sobie dłoni, czyli w przypadku wilka łapy.
Sasseta, ,,Franciszek i wilk'' fragment ołtarza XV w., źródło: wikipedia.org
Proste i skromne życie św. Franciszka jego towarzyszy i św. Klary żyjących zgodnie z ewangelią, przepełnione wiarą i miłością bliźniego, jest przedstawione w sposób radosny i radość ta udziela się czytelnikowi. Jest to po prostu grupa ludzi szczęśliwych, pełnych zadowolenia z życia, o których z przyjemnością się czyta. Dzięki temu nawet mniej religijne osoby mogą znaleźć w tej lekturze prawdziwą przyjemność. Faktycznie czytając nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to niezwykle wiosenna książka.

,,Kwiatki świętego Franciszka'' są dostępne na rynku w różnych wydaniach.  Ja korzystałam z tego:

Wydawnictwo Zielona Sowa
Autor: Anonim
Tłumaczenie: Leopold Staff
Liczba stron: 190














* Kościół katolicki 4 października obchodzi wspomnienie św. Franciszka
Czytaj dalej

Exegi Monumentum - Mój ojciec Romulus

Zbudowałem monument trwalszy niż ze stali
Mocniejszy nad piramid królewskich istnienie
Deszcz wielki go nie zmyje wicher nie powali
Stuleci niezliczonych nie zniszczy go tchnienie


Bieg czasu go nie wzruszy i lat przemijanie
Nie cały przecież umrę – przetrwam w swoim dziele
Śmierć – bo zamieszkałem w nadczasowej chwale
Jakbym młodzian wciąż w nowym odradzał się ciele

(Horacy Pieśń III, 30, w przekładzie Adama Zemełki)

Ten fragment Pieśni Horacego kojarzy mi się z książką, o której dziś napiszę, a którą uważam za jedną z najlepszych jakie poznałam w tym roku i myślę, że będzie to jedna z ważniejszych dla mnie książek jakie przeczytałam w ogóle. Historia napisana prosto, ale bardzo sugestywna, poruszająca w czytelniku najgłębsze pokłady uczuć. Brzmi to nieco patetycznie, ale dawno już nie czytałam czegoś, co skłania do przemyśleń jeszcze długo po zakończeniu lektury.
,,Mój ojciec Romulus'' Raimonda Gaity (Wydawnictwo Czarne), to biograficzna opowieść o ojcu autora, skromnym rumuńskim emigrancie, którego los zagnał do Australii. Ta książka to hołd składany mu przez syna i historia zwykłego człowieka, która staje się przypowieścią o zmaganiu się z życiem, o wierności własnym zasadom i poszanowaniu ciężkiej pracy. 





Ojciec autora w roku 1939, jako siedemnastolatek poszukiwaniu lepszej przyszłości emigruje z Rumunii do Niemiec. Tam poznaje swoją żonę i w 1946 roku rodzi im się syn Raimond. Kilka lat później opuszczają zniszczone wojną Niemcy i jadą do Australii.
Los nie szczędzi Romulusowi trudów i kolejnych ciosów. Życie w Australii jest bardzo ciężkie, pełne ciągłego zmagania się z biedą. Małżeństwo okazuje się nieudane, żona mająca problemy psychiczne nie zajmuje się synem, zdradza męża, a w końcu go opuszcza. Odtąd bohater książki wychowuje syna samotnie z pomocą wiernego przyjaciela Hory. 
Raimond Gaita mówi o życiu  ojca w sposób niezwykły, prosty i surowy, a jednocześnie nadzwyczaj czuły. Jest to niewątpliwe męskie spojrzenie na świat, ale muszę przyznać, że trudno znaleźć drugą książkę w której miłość przemawia z niemal każdej strony. Życie w biedzie, heroiczny trud codzienności, wspaniała przyjaźń Romulusa i Hory, zmagania z ciężką chorobą, zderzenie z bezwzględnością i małością ludzi, wszystko to opisane bez zbędnych słów. Mimo całej surowości w tej opowieści można odnaleźć piękno. Po przeczytaniu tej biografii wcale nie dziwi, że autor jest wykładowcą filozofii.
Ojcu Raimonda Gaity udała się wspaniale jedna rzecz, wychował dobrze syna, a to chyba najwspanialszy pomnik o jakim może pomarzyć każdy rodzic.
Nie jest to lektura lekka i przyjemna, ale to kawał dobrej literatury, tu duże ukłony w stronę tłumaczki Magdaleny Budzińskiej. Przekład jest naprawdę znakomity.
Książkę przeczytałam w formie e-booka więc trudno mi się odnieść do czysto fizycznych walorów tego wydania.

Rok wydania: 2013
Papierowe wydanie: 160 stron






Czytaj dalej