Siła sióstr

Udostępnij ten post


,,Maria i Magdalena'' autorstwa Magdaleny Samozwaniec, to pierwsza biografia jaką  w życiu przeczytałam, właściwie jeszcze jako dziewczynka. Mam zatem wielki sentyment do tej książki i zaliczam ją do jednej z ważniejszych lektur mojego dzieciństwa. Poznawanie jej strona po stronie to była po prostu przygoda. Książkę przeczytałam wiele razy i w całości i wracając do ulubionych fragmentów.
Tytułowe Maria i Magdalena to dwie córki malarza Wojciecha Kossaka. Starsza zwana Lilką znana jako Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i młodsza Madzia czyli Magdalena Samozwaniec. Książka to wspomnienia autorki od czasów dzieciństwa do wybuchu II wojny światowej. 
Ilustracja z książki, autor: Antoni Uniechowski*

Lekki, przesycony humorem i niepowtarzalny styl Magdaleny Samozwaniec sprawia, że lektura jest czystą przyjemnością i czytelnik wsiąka w świat tej opowieści niczym woda w gąbkę. Oto fragment, w którym Wojciech Kossak przemawia z okazji dziewięćdziesiątych urodzin prababki: 

,,- Kto nie pamięta wojen napoleońskich, zgliszcz i walących się starych chałup, niech spojrzy na prababcię...- dalej mówić nie mógł, ponieważ nagły, niepowstrzymany wybuch śmiechu przerwał mu potok wymowy. Usiadł z powrotem, okropnie zmieszany, po czym zaczął się śmiać razem z innymi.'' 
Ta książka to w pewnym sensie wehikuł czasu. Barwne i pełne życia opisy dzieciństwa spędzonego w Krakowie, w domu Kossakówce z ukochanym Tatką i Mamidłem oraz międzywojennych lat spędzonych wśród elity kulturalnej II RP, przenoszą czytelnika na miejsce wydarzeń.
Ilustracja z książki. autor: Antoni Uniechowski*

Magdalena Samozwaniec dokonuje wielu trafnych obserwacji socjologicznych:
,,Na ogół jednak ówcześni rodzice nie psuli swoich dzieci, a przeciwnie trzymali je bardzo krótko, wychowując w bojaźni wobec rodziców i Boga. Dziwna ambicja, aby dzieci ,,bały się'' ich, panowała wszechwładnie. Przypominało to raczej tresurę niż wychowanie, tym bardziej że harap albo rózga były w ciągłym ruchu. Dzieci, bojąc się panicznie srogich rodziców, uczyły się kłamać jak z nut, oszukiwać, działać podstępem i chytrością. Zamykano przed nimi sady owocowe i spiżarki. Starsi byli na pierwszym miejscu i chełpili się tym, że są starsi. Było to wówczas raczej zaletą niż smutną koniecznością i czterdziestoletnie matki, przyjmujące już na siebie tę godność, wyglądały jak dzisiejsze sześćdziesięciolatki."
,,Maria i Magdalena'' to przede wszystkim jednak hołd złożony ukochanej siostrze Lilce, z którą relacje były esencją życia autorki. Był to niewątpliwie bardzo silny związek emocjonalny, i moim zdaniem miejscami chyba nieco toksyczny. Zwyczajnie, jeżeli ktoś tak bardzo wypełnia nasze życie to nie ma tam już miejsca dla nikogo innego. Hermetyczność rodziny Kossaków sprawiała, że chyba każdy musiał się momentami czuć w ich towarzystwie jak intruz. Postaci ukochanego ojca i siostry opisane są z miłością, ale też dość bezkrytycznie. Autorka zdaje sobie z tego sprawę i we wstępie wyjaśnia:
,,O sobie staraj się pisać wesoło, ale raczej krytycznie, tak jakbyś to robiła opisując swoją najlepszą przyjaciółkę. Wówczas czytelnik daruje ci może zbytni entuzjazm wobec Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Wojciecha. Jedni powiedzą: szowinizm rodzinny, drudzy - oto jej dwie największe miłości!''
Wojciech Kossak: Portret córek. Kolekcja prywatna.


Książka była wydawana kilkukrotnie. Wydanie z 1958 roku, które posiadam ma niewątpliwie jedną ogromną zaletę. Są to ilustracje  Antoniego Uniechowskiego otwierające każdy rozdział. Nie zależnie od wydania polecam tę książkę każdemu, gdyż niezawodnie wprawi czytelnika w dobry nastrój.

*Ilustracje pochodzą z posiadanego przeze mnie wydania książki.




Maria i Magdalena
autor: Magdalena Samozwaniec
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie - Kraków
rok wydania: 1958
liczba stron: 456


3 komentarze :

  1. O tak! Ja także w swoim dzieciństwie zachwyciłam się tą książką i wspominam ją jako zabawną, a jednocześnie pełną atmosfery rodzinnej, która sprawia, że tzw.dzisiejsze czasy wydają się wybitnie ponure.
    Czy to nie tam był ten humorystyczny opis nalewania kawy lub herbaty z dzbanków przez ciotkę, której kapało z nosa? I czy nie leżały obie, Maria z Magdaleną na desce, żeby mieć proste plecy? A może to u Wańkowicza było. ..
    Chyba sobie odświeżę tę lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym prostowaniem pleców to było coś w rodzaju izby tortur, co odbiło się na zdrowiu Lilki. Ja bardzo lubię rozdział, w którym Madzia farbuje włosy i idzie na bal.

      Usuń
    2. A tego, to już nie pamiętam. Bardzo, natomiast przeżyłam śmierć wiewiórki. Poza tym myślom o tej książce towarzyszą mi obrazy, jakie powstały w mojej głowie podczas czytania, to moje wyobrażenia opisanych scen. Jest tam na pewno ogród.
      Chętnie wrócę do tej uroczej książki :)

      Usuń