Historie do słuchania

Przed świętami jest mniej czasu na przyjemności, za to dużo więcej trzeba poświęcić go na obowiązki w tym czynności znienawidzone. Należą do nich ,,atrakcje" takie jak: rozmrażanie i czyszczenie lodówki oraz prasowanie firanek. Te ostanie żyją własnym życiem i uparcie marszczą się nieustannie niezależnie od  tego czy rozwieszamy je na mokro, czy na sucho. Stanowczo uwielbiają kontakt z żelazkiem, gdyż po każdym prasowaniu wracają do poprzedniego stanu, niechybnie z nadzieją na ponowne gorące chwile. Co robić, aby nie tracić kontaktu z literaturą i słownictwem bardziej wyrafinowanym niż to krążące w głowie nad firankami? W takich chwilach posiłkuję się audiobookami. Lubię ich słuchać również w samochodzie. Jest zresztą coś pierwotnego w słuchaniu opowieści, w końcu kiedyś książką była właśnie opowieść snuta przez wędrownego bajarza. Zatem sprzątanie sprzyja powrotom do korzeni literatury, czyli słowa mówionego.
Stanowczo do naszej lodówki pasowałaby jakaś literacka wizja post apokaliptycznego świata. Przed świętami jednak czuję się w obowiązku podnieść sobie poprzeczkę i jako Pani Domu, po raz kolejny obiecująca sobie ,,prowadzić'' lodówkę w sposób elegancki i wyrafinowany, muszę zacząć od wprowadzenia się w odpowiedni nastrój. Gdzie go szukać? Największy szczyt wyrafinowania można znaleźć na francuskim dworze. 
,,Faworyty władców Francji'' Jadwigi Dackiewicz, to książka, która była wydana po raz pierwszy w latach osiemdziesiątych XX wieku. Opowiada historie królewskich metres od średniowiecza do czasu Rewolucji francuskiej. Autorka niezwykle barwnie opisuje nie tylko losy poszczególnych kobiet, ale również ich portrety psychologiczne, jak w przypadku markizy de Pompadour i jej lęku przed starzeniem. Plastyczność opisów i piękny język jakim  posłużyła się autorka działają na wyobraźnię. Sceny, w których Agnès Sorel, pierwsza w historii oficjalna faworyta króla Francji, oczekuje w zamku na władcę zapalając światełko w oknie, czy opisy przyjęć wydawanych przez markizę de Pompadour, są niczym wehikuł czasu. 
Również sylwetki francuskich królów są przedstawione równie ciekawie. Zastanawiające jak bardzo dają omamić się kobietom mężczyźni, również ci mający władzę. 
W książce znajdziemy również opisy życia na francuskim dworze w czasie panowania kolejnych królów. 
 
Madonna (Agnès Sorel) z Dzieciątkiem wśród Aniołów (Dyptyk z Melun),  Jean Fouquet ok. 1450 r. (źródło: wikipedia.org)
Intrygujące postaci bohaterek, które miały wpływ na politykę i bieg historii oraz sztukę, fascynują czytelnika lub słuchacza jak w moim przypadku.  Tym co mnie urzekło w tym audiobooku jest również wspaniała interpretacja tekstu, dokonana przez aktorkę Ewę Krasnodębską. Piękna dykcja to coś co w dzisiejszych czasach coraz rzadziej spotykamy nawet w radiu i telewizji. Urodzona w 1925 roku aktorka wniosła do prezentacji tej książki elegancję i styl, którego chyba próżno szukać u wielu jej młodszych koleżanek. Moim zdaniem jest to jeden z najlepiej czytanych audiobooków z pośród tych, które znam. Lektorka została znakomicie dobrana do treści książki.
Interpretacja Ewy Krasnodębskiej, wywarła na mnie tak duże wrażenie, że zakupiłam kolejną czytaną przez nią książkę do słuchania.  ,,Tajemnice i damy" Ewy Kolińskiej to głównie historie kobiet mniej znanych, które jednak doświadczyły niezwykłych kolei losu. Dramat Elżbiety Ostrogskiej, wielkie uczucie Wandy Monnè i  Artura Grottgera, czy utalentowana lecz prawie zapomniana Stanisława Przybyszewska (córka Stanisława Przybyszewskiego i malarki Anieli Pająkówny) są równie ciekawe, jak losy panujących tego świata i mogą posłużyć za scenariusz nie jednego melodramatu. 
Autoportret z córką Stanisławą Przybyszewską, Aniela Pająkówna 1907 r. Źródło: wikipedia.org
Książka Ewy Kolińskiej literacko ustępuje ,,Faworytom władców Francji'' jest jednak warta poznania. Interesujący wybór postaci jakiego dokonała autorka oraz sposób ich przedstawienia sprawiają, że jest to wciągająca opowieść. Autorka nadaje swoim bohaterkom i bohaterom rys psychologiczny, przez co historie zyskują. Choć muszę przyznać, że opowieści są trochę ,,nierówne". Jedne rozdziały wydają się znacznie ciekawsze od innych. 
Również w tym przypadku czytająca tekst Ewa Krasnodębska znakomicie wywiązuje się ze swojej roli. Słuchając jej interpretacji czułam się emocjonalnie zaangażowana w losy kobiet, o których wspólnie mówiła. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie opowieść o Stanisławie Przybyszewskiej. Tragiczne życie i zmarnowany talent autorki dramatu ,,Sprawa Dantona'' to coś, o czym ciężko zapomnieć.
Audiobooki dostępne na: audioteka.pl

Polecam obydwie książki w wersji audio ze względu na kunszt Ewy Krasnodębskiej. Znakomity aktor lub aktorka może wnieść wiele dobrego do treści książki. Uważam, że również wersja papierowa przyniesie czytelnikom wiele satysfakcji. 

                        




                          Wesołych Świąt!



Czytaj dalej

Kot Dewey i...Liebster Award

Czy zwierzęta zasługują na własną biografię? Ja uważam, że tak w końcu są naszymi towarzyszami na dobre i na złe. 
Naturalnym zatem wyborem dla mnie, miłośniczki kotów i książek, było połączenie jednego i drugiego, czyli kota i biblioteki. ,,Dewey wielki kot w małym mieście" napisana przez Vicki Myron i Breta  Wittera to książka, na którą miałam ochotę od dłuższego czasu. Nakład niestety wyczerpany, ale od czego są antykwariaty. Książkę zdobyłam, nomen omen antykwariat nazywa się Czerwony kot. Czyli wszystkie okoliczności łącznie z moimi własnymi kotami mówiły: bierz i czytaj. No, może moje koty mówiły raczej coś w rodzaju: rusz się i daj nam coś smacznego, ale przecież każdy ma w sobie jakiś materialistyczny pierwiastek.
Dewey biblioteczny kot z amerykańskiego miasteczka Spencer w stanie Iowa, towarzyszył jego mieszkańcom 19 lat (od 1988 r. do 2006 r.).
Zjawił się w odpowiednim miejscu i czasie, właśnie w momencie kiedy był potrzebny. W mieście trwa kryzys ekonomiczny, bankructwa okolicznych farmerów, upadek lokalnych banków, likwidacja fabryki margaryny dającej zatrudnienie wielu mieszkańcom, bezrobocie. Smutek i przygnębienie odczuwalne są na każdym kroku:
,,Co roku do Spencer przychodził Święty Mikołaj. Właściciele sklepów sponsorowali wycieczki na Hawaje. Ci, którzy brali udział w takiej akcji, stawiali w swej witrynie figurkę Świętego Mikołaja. W 1979 roku znajdowała się ona prawie na każdej wystawie, lecz w 1985 dwadzieścia pięć sklepów w centrum świeciło pustkami. Wycieczkę na Hawaje odwołano. Święty Mikołaj nie pojawił się w mieście. Upadek wydawał się przesądzony, a wśród ludzi zaczęło krążyć znane powiedzenie o tym, że ostatni gasi światło."
Wtedy właśnie Vicki Myron, która była kierowniczką miejskiej biblioteki znajduje po przyjściu do pracy w skrzynce na zwracane książki maleńkiego kotka. Jak przetrwał wielki mróz w metalowej skrzynce?
Tak rozpoczyna się ta historia. Kot dostaje imię Dewey Czytaj-Więcej Książek i zostaje rezydentem biblioteki. 
Jest to opowieść o tym, że czasem całkiem drobne rzeczy mogą być w życiu pokrzepiające. Jak kot, który wnosi radość w życie mieszkańców Spencer i samej Vicki Myron. Autorka jako główny wątek obiera swoją przyjaźń z Dewey'em i jego obecność w bibliotece, ale jest to też książka o jej własnym życiu, relacjach z dorastającą córką Jodi, a przede wszystkim o miasteczku, jego mieszkańcach i ich troskach.
Nie jest to może literatura, która przetrwa wieki, ale  w końcu ,,czytamy po to, by wiedzieć, że nie jesteśmy sami" jak ładnie to ujął C.S. Lewis. Dobrze jest czasem przeczytać książkę o całkiem zwyczajnych prawdziwych ludziach, ich codziennych problemach i kocie, który bawi się kłębkiem czerwonej włóczki.
Książka jest momentami zabawna, a momentami wzruszająca. Vicki Myron opisuje starzejącego się Dewey'a i dość trafnie podsumowuje niedoskonałość dzisiejszego świata: ,,To prawda, Dewey nie był zbyt pociągający. Każdy przecież się starzeje. Osiemdziesięciolatkowie nie przypominają dwudziestolatków i nawet nie powinni. Żyjemy w kulturze, która odrzuca starość i widok ludzi w podeszłym wieku jest czymś nieprzyjemnym. Mają zmarszczki i plamy na skórze. Z trudem chodzą i trzęsą im się ręce. Mają wyblakłe załzawione spojrzenie, nie trafiają łyżką do ust i często ,,bekają w majtki" (powiedzenie Jodi, gdy miała trzy lata). Nie chcemy tego oglądać. Nawet ci, którzy poświęcali się dla nas całe życie, niech znikną nam z oczu i pamięci. Może jednak starzy ludzie i stare koty mogą nas czegoś nauczyć, jeśli nie o świecie, to o nas samych." 
Polecam tę lekturę. Jest to jedna z tych książek, które podnoszą na duchu i choć jak prawie każda biografia kończy się ,,odejściem'' bohatera, to jasno z niej wynika, że zwyczajne życie to całkiem dobra rzecz.


No, a teraz coś z całkiem innej beczki. Bardzo dziękuję Kasi Ogrodnik autorce bloga Henryków blog za nominację do Liebster Award.

1. Dlaczego blogowanie?

Wydaje mi się to ciekawym zajęciem.

2. Jeśli nie blogowanie, to co?

Może nauczyłabym się porządnie szyć.

3. Jak wygląda Twoja praca nad kolejnymi postami? Czy jest systematyczna?

Systematyczność to moje drugie imię, niestety kompletnie niedopasowane.

4. Z którego ze swych dotychczasowych postów jesteś szczególnie dumna/dumny?

Jako początkująca blogerka jestem dumna ze wszystkiego co udało mi się opublikować do tej pory. 

5. Masz możliwość zareklamowania swojego bloga. Reklama brzmi....
Ten blog jest bardziej.

6. Czy dopada Cię czasem zniechęcenie i zwątpienie, i zastanawiasz się czy dalsza praca nad blogiem ma sens? Jeśli tak, jak sobie wtedy radzisz?

Czytam inne blogi, które mi się podobają.

7. Pomysły przychodzą same czy też czerpiesz skądś inspirację?

Z książek. To blog o nich, więc mam ułatwioną sprawę.

8. Jak Twoi najbliżsi, rodzina, przyjaciele zapatrują się na Twoją pasję?

Chyba im specjalnie nie przeszkadza :)

9. Najmilszy komentarz jaki do tej pory przeczytałaś/przeczytałeś na temat swojego bloga...
Cieszę się ze wszystkich komentarzy jest mi miło, za każdym razem, gdy ktoś komentuje moje posty.

10. Fajny sposób na spędzanie czasu (poza blogowaniem) to...

Czas spędzony z moimi dziećmi lubię sobie pograć z nimi na PS. I jak zawsze czytanie. Uwielbiam też zwiedzać, ale to niestety nie jest możliwe codziennie.

11. Jakiej rady udzieliłabyś/udzieliłbyś początkującym kolegom-blogerom?
Jako, że sama jestem początkująca, to chyba nie bardzo nadaję się do udzielania rad, ale zawsze mogę życzyć im powodzenia i satysfakcji z tego co robią.

Do Liebster Award nominuję (pozostając w sferze kocich wpływów) następujące blogi:

Moje pytania to:
1.  Czy blogowanie przychodzi Ci równie łatwo o każdej porze roku?
2.  Czy  jest inny temat, któremu poświęciłbyś bloga niż obecny?
3.  Czy zdarzyło Ci się coś zabawnego związanego z blogowaniem? 
4.  Czego przydatnego dowiedziałaś się z blogów innych osób?
5. Jaki jest najzabawniejszy post jaki czytałaś?
6.  Czy koty mieszkają z ludźmi, czy też to ludzie mieszkają z kotami? Niby to samo, a jednak nie do końca.
7.  Jaka jest najlepsza książka, w której występują zwierzęta jaką czytałaś?
8.  Jaki jest twój ulubiony zwierzęcy bohater książkowy?
9. Jaką książkę uważasz za najgorszą lekturę w Twoim życiu?
Po tak traumatycznym pytaniu pora na coś odprężającego:
10. Do jakiego fantastycznego miejsca, krainy pojechałabyś najchętniej (chodzi o miejsca wymyślone z książki, filmu, gry lub obrazu, jak np. pokład ,,Sokoła Milenium'' z Gwiezdnych Wojen albo Narnia)?
11. Jeżeli mam chandrę to...

Jak każdy szanujący się wielbiciel kotów muszę ukazać światu piękno moich własnych kotów, koniec posta jest do tego bardzo dobry.  Zatem świecie patrz i podziwiaj!


Informacje o książce:
Tytuł: Kot Dewey wielki kot w małym mieście.
Autor: Vicki Myron i Bret Witter
Tłumaczenie: Maria Makuch
Wydane: Wydawnictwo Znak, Kraków 2008
Ilość stron: 290
Czytaj dalej

Niepokorne święte

Lubię opowieści o ludziach nietuzinkowych, a szczególnie jeżeli są to kobiety, dlatego postanowiłam sięgnąć po ,,Niepokorne święte'' pióra Joanny Petry Mroczkowskiej, to zbiór historii kobiet, które odegrały ważną rolę w historii Kościoła. Nie jest to zbiór opowieści hagiograficznych z pogranicza świata fantazji, ale interesujące przedstawienie życia i dzieła tych odważnych i niezwykłych kobiet. Autorka przedstawia w biograficznych opowieściach postaci 22 kobiet począwszy od średniowiecza po wiek XX.

Swoją podróż przez stulecia rozpoczynamy ze św. Hildegardą z Bingen, a kończymy z Matką Teresą z Kalkuty. Poznamy m. in. historie: Jadwigi Śląskiej, Klary z Asyżu, św. Teresy z Avilli,  Mary Ward, Edyty Stein.
To co bardzo spodobało mi się w tej książce, to perspektywa z jakiej autorka przybliża nam sylwetki tych kobiet. Postanowiła skupić się na ich działalności religijnej, czyli sprawie dla nich najważniejszej. Działalności, która często oznaczała walkę o własne racje i niezależność. Zrobiła to w sposób bardzo przystępny. Skupiając się na rzeczowym wyjaśnieniu poglądów opisywanych kobiet. Chwała za to autorce, bo powstała książka, która może zainteresować każdego, nie tylko osoby religijne. 
Opisała historie osób zmagających się z wieloma przeciwnościami. Bohaterki musiały stawić czoła stereotypom dotyczącym roli kobiety w Kościele, niechęci własnych krewnych, złośliwym pomówieniom, inkwizycji, a także nazizmowi. Czasem jak Joanna d'Arc ginęły nie chcąc się wyrzec tego co dla nich najważniejsze.
Życiorysy wybrane przez autorkę, są bardzo interesujące, choć może nie wszystkie w równym stopniu. Jest to pewną wadą książki ponieważ historie wydają się być trochę nierówne, a niektóre postaci potraktowane zbyt ogólnikowo. Przykładowo Stanisława Leszczyńska położna z Auschwitz.
Ta dzielna kobieta powiedziała ,,nie'' doktorowi Mengele, który kazał jej zabijać nowo narodzone dzieci więźniarek. Rozkazu nigdy nie wykonała choć groziła za to kara śmierci. Jej osoba wydaje mi się znacznie ciekawsza niż święta Teresa z Lisieux, której autorka poświęca dwa razy dłuższy tekst. Nie znalazłam też w bibliografii ,,Raportu położnej z Oświęcimia", który napisała Stanisława Leszczyńska, a to chyba dość istotne źródło. 
Joanna Petry Mroczkowska często stara się oddać głos samym świętym. Cytuje ich listy, wypowiedzi oraz fragmenty pism. Stara się nakreślić w ten sposób ich charaktery. Oto anegdota dotycząca św. Teresy z Avilli:
,,Teresa odznaczała się ujmującą urodą. Próbował to wykorzystać Bernini i choć dzieło  arcysławne, interpretacje zwykle schodzą z drogi, po której szła ta wielka mistyczka karmelitańska.  Kiedy była już niemłoda, ale według współczesnych ciągle jeszcze  urodziwa, o. Gracjan polecił jej dla umartwienia pozować do portretu spod pędzla trzeciorzędnego malarza karmelity. Gdy zobaczyła konterfekt, z wrodzonym sobie wdziękiem tak go skwitowała: ,,Niech Bóg ci przebaczy, bracie Janie, żeś mnie namalował tak brzydką i kaprawą."
Gian Lorenzo Bernini ,,Ekstaza św. Teresy", Rzym. Źródło ilustracji: wikipedia.org
Zamiast na wątkach wzbudzających tanią sensację, jak opis wizji św. Teresy z Avilli, zastanawiając się czy to jest to opis orgazmu czy nie, pisarka przytacza stanowisko świętej dotyczące roli kobiet w kościele:
,,Czyż nie dość, Panie, że świat każe nam milczeć i uważa nas za niezdolne do czynienia wartościowych rzeczy dla Ciebie w życiu publicznym i nie ważymy się głosić prawdy, którą wyznajemy w ukryciu? Ty nie wzgardzisz słusznym błaganiem. Nie jest to możliwe dla tak sprawiedliwego Pana, bo ty jesteś sędzią sprawiedliwym, nie jak sędziowie tego świata, którzy jako synowie Adama na kobiecą cnotę patrzą zawsze podejrzliwie."
Słowa te pochodzą z dzieła św. Teresy ,,Droga doskonałości", która jak inne pisma świętej była poddana cenzurze inkwizycji. Św. Teresa podobnie jak św. Klara chcąc uzyskać zgodę dla reguły zakonnej odrzucającej wszelką własność (mniszki miały utrzymywać się tylko z jałmużny) spotkała się z ogromnym oporem nie tylko ze strony kościoła, ale i ludzi świeckich. Cóż, bycie ubogim z wyboru jak widać nie było łatwe.
Autorka pokazuje również jak niesprawiedliwy był stosunek Kościoła do kobiet przez wieki, często potrzeba było więcej czasu by zostały beatyfikowane, niż działo się to w przypadku mężczyzn, a doktorami kościoła Kościoła zostały dopiero w XX w. Św. Hildegarda musiała czekać na to 800 lat. Należy dodać, że wiele z nich było inspiracją dla męskich duchownych.
W czasach, gdy kobieta w  Kościele miała milczeć i nie wolno jej było publicznie nauczać, naprawdę trzeba było wykazać się nie lada charyzmą by wygłosić jak święta Hildegarda z Bingen kazanie w katedrze w Trewirze. Muszę dodać, że postać żyjącej w XII wieku św. Hildegardy jest jedną z moich ulubionych postaci historycznych. Ta wszechstronnie utalentowana kobieta nie tylko mistyczka, kompozytorka, badaczka natury, ale i dyplomatka. Prowadziła korespondencję z największymi ówczesnego świata biskupami, królami, papieżem i cesarzem. Często strofując ich i napominając.
                     
Inna doktorka Kościoła św. Katarzyna ze Sieny przyczyniła się do zakończenia tzw. Niewoli awiniońskiej, wzywając papieża do powrotu do Rzymu. 
Książka jest warta przeczytania, chociaż nie jest całkiem pozbawiona wad, o których pisałam wcześniej. Brak mi trochę ilustracji przedstawiających portrety świętych, które przecież były inspiracją dla wielu artystów.
Może służyć jako źródło ogólnej wiedzy na temat opisywanych kobiet.
Myślę, że jedni odnajdą tam ciekawe historie, o których nie mieli pojęcia, inni inspirację do głębszych przemyśleń, bo jak ładnie to ujął w słowie wstępnym do książki Szymon Hołownia niepokorne święte: ,,Ujawniały, jak zabawnie głupie (bo nietrafnie oddające rzeczywistość) potrafią być stereotypy. Pokazały, że Królestwo Boże jest rzeczywistością, w której  płeć nie jest ograniczającą i wpisującą  człowieka w ramki determinantą, ale darem pozwalającym lepiej wyrazić siebie - otwiera, a nie zamyka. I facet, i kobieta powołani są w nim dokładnie do tego samego - mają kochać bardziej''. 


Tytuł: ,,Niepokorne święte"
Autor: Joanna Petry Mroczkowska
Wydawnictwo: WAM
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 406
Czytaj dalej

Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość.

Książka Katarzyny Surmiak-Domańskiej ,,Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość'', to nie tylko reportaż z jej pobytu w amerykańskim miasteczku Harrison, to reportaż z innej rzeczywistości, coś jak fantastyczna podróż do światów równoległych. My Polacy i Europejczycy, z naszymi doświadczeniami i wiedzą historyczną, podczas tej lektury zderzamy się ze światem ludzi w większości pozbawionych tego punktu odniesienia.
Autorka w swojej książce nie tylko przedstawia portret współczesnego Ku Klux Klanu, a raczej jednego z istniejących dziś Klanów, lecz również nakreśla tło historyczne powstania i rozwoju tej organizacji. Czytelnik ma też okazję zapoznać się z historią napięć na tle rasowym, jakie miały miejsce w XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Historyczne fakty przeplatają się z opisem wydarzeń i ludzi, z którymi spotyka się autorka. Ma to bardzo dobry wpływ na odbiór książki. Dzięki temu mamy cały czas  odniesienie do historycznej i społecznej perspektywy opisywanych zjawisk.
Harrison to nieduże miasteczko w stanie Arkansas, centrum tzw. Pasa Biblijnego (Bible Belt), grupy południowych stanów ameryki, gdzie dominują wysoce religijne i konserwatywne poglądy reprezentowane przez protestancką większość. Czym jest i jaka jest mentalność mieszkańców pasa biblijnego? Po części znajdziemy na to odpowiedź w książce, jednak uprzedzam, że Pas Biblijny to stan umysłu. Jest niczym Rosja z wiersza F. Tiutczewa:

Umysłem Rosji nie zrozumiesz,
I miarą zwykłą jej nie zmierzysz:
Postać szczególną ona ma -
W Ruś można tylko wierzyć.

Otóż wiara chrześcijańska i wiara w pewien styl życia jest tam osią wszystkiego. W samym Harrison na ok. 13 tysięcy mieszkańców przypada prawie setka kościołów. Burmistrz miasta tak tłumaczy to autorce:
,,Kościołów musi być dużo, bo jeśli się komuś nie podoba w jednym, to przechodzi do drugiego - odpowiada burmistrz bez cienia ironii. - Komuś nie podoba się, że jeden pastor krytykuje seks przedmałżeński, więc idzie do bardziej liberalnego. Komuś jest nie w smak, że pastor zbyt ostro krytykuje picie alkoholu. Inny zezwala na alkohol, a nie powinien.''
Co jest tak niezwykłego w Harrison, że autorka postanowiła się tam wybrać i porozmawiać z ludźmi, którzy tam mieszkają? Jest to ,,miasto doskonałe",  gdzie mieszkają praktycznie sami biali i gdzie jak informują bilbordy nie ma złego sąsiedztwa. Ludzie wychodząc z domów zostawiają otwarte drzwi, jest miło, jest bezpiecznie. To również miejsce siedziby jednego z odłamów Ku Klux Klanu pod przewodnictwem pastora Thomasa Robba. 
W Polsce o KKK wiemy mało, nasza wiedza pochodzi głównie z hollywoodzkich produkcji. Kojarzymy go jako złowrogą organizację i relikt przeszłości. Tym czasem trwa on sobie w USA całkiem spokojnie i legalnie. 
Katarzyna Surmiak-Domańska rozmawia z członkami KKK, mieszkańcami miasta niezwiązanymi z klanem, jego przeciwnikami i cichymi sympatykami. Spotyka też charyzmatycznych kaznodziejów rodem z telewizyjnego show.
Jedną z największych zalet książki jest obiektywizm autorki. Przedstawia poglądy swoich rozmówców nie oceniając ich postaw, to zostawia nam czytelnikom. Ich historie czasem, całkiem banalne, przedstawione są ciekawie. Sami musimy zastanowić się co myśleć o ludziach, którzy z jednej strony wydają się sympatyczni, są rodzinni, uprzejmi, przyjacielscy, a z drugiej potrafią zachwycać się Hitlerem i wygłaszać kwestie w stylu:
,,Musimy stawić opór szatanowi, który jak pisze Biblia, podaje się za anioła światłości, a jego słudzy podszywają się pod sprawiedliwość i miłość. Na przykład braterską miłość ras. Zapytacie, czy Chrystus był rasistą? Tak, Chrystus był rasistą. Czy nam się to podoba, czy nie. - Tu Pastor rozkłada bezradnie ręce.
- Noe był czysty rasowo i dlatego Bóg go ocalił."
Ze zdziwieniem i przerażeniem czytałam jak można interpretować Słowo Boże. Jak  nagina się idee chrześcijańskie, by udowadniać rozmaite tezy, straszne tezy. Hasła dzisiejszego KKK to miłość, troska o rodzinę i sąsiadów, o tradycje, o przyszłość białej rasy. Aby przekonać się jakie narzędzie można zrobić z religii, wcale nie należy tylko patrzeć na bliski wschód, można też spojrzeć w przeciwnym kierunku. Co zrobili by ci ludzie gdy by dać im władzę? 
Autorka też zastanawia się jak dziś wyglądają relacje pomiędzy białymi i czarnoskórymi mieszkańcami USA. Czy w czasach, w których nie obowiązuje segregacja rasowa wszyscy traktowani są sprawiedliwie? Jest to pytanie nie tylko o niesprawiedliwość w stosunku do kolorowej ludności Stanów Zjednoczonych. Czy poprawność polityczna nie prowadzi czasem do absurdu, jak w przypadku organizacji walczącej z cenzurowaniem wypowiedzi członków KKK?
,,Naszym celem jest obrona praw grup, które rząd próbuje cenzurować za poglądy, nawet gdy te poglądy nie są popularne"- powiedziała rzeczniczka ACLU. Ta sama organizacja broni małżeństw tej samej płci i naciska na supermarkety, żeby gwiazdkowy slogan Merry Christmas zastąpić hasłem Happy Holiday."
Książkę czytałam w wersji elektronicznej, nie mam do niej zastrzeżeń. Fotografie z książki na czytniku są wyraźne. Na rynku jest również dostępna wersja papierowa w twardej oprawie.
Bardzo polecam tę lekturę. Jest to książka świetnie napisana, zostawiająca czytelnikowi pole do własnych refleksji.

Tytuł: ,,Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość."
Autor: Katarzyna Surmiak-Domańsk
Wydawnictwo: Czarne
Seria: Reportaż
Rok wydania: Wołowiec 2015
Liczba stron: 296 











Czytaj dalej

Medgidia, miasto u kresu

Czy słyszeliście wcześniej o Medgidii, rumuńskim mieście? Ja zanim dowiedziałam się o książce, o istnieniu miasta i jego historii nie wiedziałam nic. Nic jest właściwie całkiem dobrym punktem wyjścia do czegoś konkretnego, więc kiedy wysłuchałam w radiu rozmowy z pisarzem Cristianem Teodorescu, autorem książki ,,Medgidia, miasto u kresu'' postanowiłam koniecznie ją przeczytać.

Dodam ze wstydem, że z czytaniem rumuńskich autorów, jest u mnie gorzej niż źle. Zatem sporo zaległości do nadrobienia. Od postanowień do czynów, książkę kupiłam, zaczęłam czytać i dałam się zaczarować. Przeczytałam w jedno popołudnie, jeden wieczór i pół nocy. Nie chciałam odrywać się od tej lektury. Przy okazji, dzięki radiowa Dwójko za kolejną literacką przygodę!
Każde miasto podobnie jak każdy człowiek ma swoją historię. Książka przedstawia ok. dziesięcioletni okres z dziejów Medgidii, od nastania rządów faszystowskiej Żelaznej Gwardii po nastanie komunizmu, a co za tym idzie kresu Miasta i życia jakie znają bohaterowie książki. Powieść jak mówi sam pisarz jest mieszaniną faktów i fikcji. To historia napisana na podstawie rodzinnych opowieści i anegdot krążących po mieście. Składa się ze 103 krótkich opowiadań, które można czytać po kolei lub rozpocząć lekturę w dowolnym miejscu. Ja przeczytałam tradycyjnie,,od deski do deski'', mogę zatem stwierdzić, że forma w jakiej została napisana, dodaje książce niezwykłego uroku, takiej zabarwionej humorem nostalgii. Autor znakomicie z krótkich, często anegdotycznych opowiastek buduje barwny i żywy portret miejskiej społeczności. Słodko gorzki urok tej powieści tkwi właśnie we wspaniale wykreowanych bohaterach, mieszkańcach miasta. Na kartach książki spotkamy: dworcowych żebraków, miejscowe dewotki, muzułmanów i imama Hasana, żydów, ormiańskiego kupca, dziewczęta z burdelu, żołnierzy i miejskie elity. Są tam ludzie honoru oraz skończone kanalie. Głównym wątkiem są losy Stefanka i prowadzonej przez niego dworcowej restauracji wokół, której wielka historia przeplata się codziennymi troskami obywateli Medgidii.  
Uważam, że Cristian Teodorescu stworzył powieść, która pozwala czytelnikowi, lepiej zrozumieć historię Rumunii. Zresztą autor w wywiadach podkreśla ważną rolę jaką odgrywa znajomość prawdziwej historii, a właściwie jej brak w dzisiejszym świecie. Fałszywy obraz przeszłości często powoduje powstawanie konfliktów w dzisiejszym świecie.
Książkę wydało nowe wrocławskie Wydawnictwo Amaltea. Od razu na wielki plus wydawnictwu zaliczam dbałość o oprawę graficzną powieści. Okładka zaprojektowana przez Paulinę Zieloną, nie tylko jest ciekawa, ale też znakomicie oddaje ducha książki.
Lekturę otwiera napisany przez autora specjalny wstęp do polskiego wydania. Jest to bardzo ważne, bo pisarz zawarł w nim krótki rys historyczny, który bardzo pomaga czytelnikowi nie do końca znającemu najnowsze dzieje Rumunii. Dzięki temu czytając nie czujemy się zagubieni.

Na koniec dodam, że kiedy wstałam dziś rano zaledwie kilka godzin po zakończeniu lektury, przywitała mnie tragiczna wiadomość o wydarzeniach w Paryżu. W tej sytuacji losy mieszkańców Medgidii, po których walec dziejów jeździ nieubłaganie w tę i z powrotem nabrały nowego wymiaru. 
Jaki możemy mieć wpływ na historię my zwykli ludzie? 

Tytuł: ,,Medgidia, miasto u kresu"
Autor: Cristian Teodorescu
Przekład: Radosława Janowska-Lascar
Wydawnictwo: Amaltea
Rok wydania: Wrocław 2015
Liczba stron: 313


Czytaj dalej

Judy Garland - Równia Pochyła

Judy Garland (Frances Ethel Gumm ur. 1922, zm. 1969) aktorka i wokalistka, z czterdziestu siedmiu lat życia, kariera w show-biznesie zabrała jej czterdzieści parę. Zabrała jest tu słowem kluczowym. Za oceanem kobieta ikona, u nas znana głownie z bycia matką Lizy Minnelli i może jeszcze z roli Dorotki w ,,Czarnoksiężniku z Oz''. Stało się chyba tak dla tego, że lata największej świetności jej filmowej kariery przypadły na lata czterdzieste XX wieku. W Polsce były to czasy hitlerowskiej okupacji i stalinowskiego terroru. Śpiewało się u nas, wtedy programowo całkiem inne piosenki niż ,,Somewhere over the rainbow'', która dodawała londyńczykom otuchy w czasie niemieckich nalotów, a  którą amerykańscy żołnierze w czasie II wojny światowej uznali za symbol narodowy.
Dziewczyna obdarzona niezwykłym talentem muzycznym i scenicznym geniuszem, cudowne dziecko amerykańskiego kina, ubóstwiana przez publiczność, miała też drugą mroczną historię. Jest to tragiczna historia autodestrukcji, pogrążania się w nałogach i chorobie psychicznej. Aktorka prawdopodobnie cierpiała na chorobę afektywną dwubiegunową.
Przyznam, że nie jestem miłośniczką musicali, ale po biografię Garland sięgnęłam z chęci dowiedzenia się czegoś o kobiecie uznanej za jedną z dziesięciu najważniejszych aktorek w historii amerykańskiego kina. Gwiazdy do dziś mającej zagorzałych fanów. Książka Geralda Clarke'a ,,Judy Garland'', określana przez amerykańskich recenzentów ,,biografią ostateczną'', wydawała się po temu dobrą okazją. Po przeczytaniu biografii stwierdzam, że z jednej strony jestem zadowolona z tej lektury, z drugiej natomiast mam mieszane uczucia.
Najpierw o tym co dobre. Niewątpliwie jest to dobrze napisana książka. Autor rzetelnie przygotowywał się do pisania przez wiele lat zbierając materiały. Otrzymujemy dokładny opis życia gwiazdy od narodzin po tragiczną śmierć na skutek przedawkowania leków. Przepływamy gładko przez tę całkiem pokaźną lekturę niczym przez jeden z musicali Judy. Właśnie ta gładkość jest dla mnie problematyczna. Dobry warsztat pisarski sprawia, że czyta się to naprawdę przyjemnie i bez znużenia.

Autor strona po stronie przedstawia życie kobiety, które tak naprawdę od samego początku jest przez kogoś zawłaszczane. Najpierw przez matkę, potem przez wytwórnię MGM, kolejnych mężów, nieuczciwych agentów. Jest to historia dziecka eksploatowanego przez dorosłych dla zysku, szprycowanego lekami pobudzającymi, co z resztą zapoczątkowała zaborcza i apodyktyczna matka. Dziecka, które wyrasta na osobę życiowo niezaradną, o niskim poczuciu własnej wartości, staczającą się w narkomanię i alkoholizm:
,,Na przykład na przyjęciach, kiedy większość gości bawiła się na dole, ona penetrowała łazienki, bezwstydnie włamując się do apteczek - kradła nawet leki przeciwalergiczne.'' 
Huśtawka nastrojów od radosnej ekscytacji do stanów depresyjnych i napadów autoagresji oraz wielokrotnych prób samobójczych, to była codzienność Judy Garland oraz wszystkich, którzy ją otaczali, niestety jej dzieci również. Kobiety nieszczęśliwej do granic możliwości, zmierzającej ku samozagładzie, a jednocześnie nie próbującej skutecznie się leczyć. Na terapiach aktorka oszukiwała psychiatrów. Osoby chorobliwie uzależnionej od posiadania mężczyzny w swoim życiu:
,,Judy napisała kiedyś, że wszystkie kobiety w mrocznej głębi serca zdają sobie sprawę - ,,wiedzą, wiedzą, wiedzą" nieomal krzyczała - że mężczyzna musi przewodzić, a kobieta ma podążać za nim. Tak musi być, dodała, gdyż kobiety są z natury obarczone ,,straszliwą niepewnością'' i to mężczyźni dają im bezpieczeństwo i pewność, a nawet znaczenie."*
Ta ,,filozofia'' niestety przyprawiła ją o kolejne rozczarowania, dwóch z czterech jej mężów było gejami, a jeden zwykłym utracjuszem,który doprowadził aktorkę do ruiny finansowej.
To wszystko znajdziemy w książce Clarke'a, niestety nie mogłam się pozbyć w czasie lektury wrażenia, że jest to obraz powierzchowny, w którym brakuje głębi psychologicznej. Czasami zdawało mi się, że oglądam amerykański dokument o życiu gwiazdy, gdzie dźwięczny głos narratora przeplata się z relacjami świadków. Filmu gdzie jakiś zasuszony dinozaur show-biznesu wspomina: ,,Tak, tak pamiętam jak raz...".
Drugi minus to prześlizgnięcie się pisarza po temacie wytwórni MGM w latach trzydziestych i czterdziestych oraz rzeczy jakie się tam działy, a działo się sporo: nielegalne przeglądanie korespondencji gwiazd, nielegalne podsłuchy w ich domach, ingerowanie w życie prywatne, szpiegowanie i donosicielstwo godne ery bolszewizmu.
,,Mayer utrzymywał, że kiedy podpisuje kontrakty z aktorami, kupuje ich; od tej pory należą do niego duszą i ciałem. ,,To nie jest twoje życie dopóty'', usłyszał kiedyś z jego ust Mickey Rooney, ,,dopóki pracujesz dla mnie. Twoje życie stworzyło MGM''. 
To podejście łączyło się molestowaniem seksualnym kobiet, co było na porządku dziennym. W książce Judy przytrafia się to tylko raz, choć autor kilkukrotnie podkreśla jak opresyjne było to środowisko dla kobiet i szefowie wytwórni uważali świadczenie im usług seksualnych przez aktorki za oczywiste. Podobnie z problemem pedofilii, pisarz przytacza jeden epizod molestowania jedenastoletniej Shirley Temple przez producenta Artura Freeda. Nie przeszkadza to Clarke'owi  rozpływać się  nad talentem producenckim pedofila (bo tak trzeba nazwać tego faceta). Mnie jednak to przeszkadza, ponieważ sądzę, że praca z ludźmi tego pokroju musiała mieć wpływ na Judy Garland i prawdopodobnie przyczyniła się do jej problemów. Tej refleksji jednak autorowi biografii zabrakło.

Na koniec jeszcze kilka słów w innej kwestii. Judy Garland uważana jest w Ameryce za ikonę ruchu LGBT. Nie ma to nic wspólnego z jej orientacją seksualną, nie była lesbijką. Autor wyjaśnia, że to życiowe koleje losu aktorki porażki, z których kolejno wychodzi odnosząc sukces, są inspiracją dla osób homoseksualnych, aby walczyć z życiowymi niepowodzeniami. Dla mnie to jakieś mgliste wyjaśnienie, ponieważ po przeczytaniu tej biografii, nie znalazłam w życiu tej kobiety nic co może pozytywnie zainspirować. Wszystkie klęski odnosiła nie z powodu dyskryminacji, ale tylko i wyłącznie z powodu własnego uzależnienia od leków i choroby, którą prawdopodobnie wzmagały. Sukcesy były wynikiem starań innych ludzi, dających jej możliwość kolejnego powrotu na scenę czy plan filmowy, a nie próbami aktorki,  aby wyjść na prostą.

Podsumowując, jest do książka warta przeczytania, dzięki której poznamy lepiej Judy Garland i różne osoby ze świata show-biznesu. To lektura napisana ciekawie, którą czyta się z przyjemnością, ale czy takie wrażenie powinna sprawiać biografia kogoś trawionego nałogami? To pytanie jest jednocześnie moim zarzutem wobec autora Geralda Clarke'a.

Na koniec Judy i jej piosenka, z filmu ,,Czarnoksiężnik z Oz'', który wyniósł ją na szczyt.



Tytuł: Judy Garland
Autor: Gerald Clarke
Tłumaczenie: Adam Tuz 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2014
Liczba stron:  576
Książka ukazała się w serii: Ikony kina

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki.



Czytaj dalej

Jak kochano przed Wielką Rewolucją


Był człowiekiem miłym i to w dokładnym tego słowa znaczeniu. Kobiety lubiły go bardzo, a i on lubił kobiety, może za wyjątkiem własnej żony. Traktował je zawsze podmiotowo, a nie przedmiotowo, nawet gdy były z tzw. ,,niższych sfer''.  Nie było to znów tak oczywiste w tamtych czasach. Zasadniczo można powiedzieć, że był takim ,,czasoumilaczem" dla pięknych dam. Jakże słodko i rozkosznie płynął ten czas w jego towarzystwie. Był również żołnierzem więc życie mijało mu pomiędzy Wenus i Marsem, by w końcu znaleźć swój finał na gilotynie.

Jean-Honore Fragonard ,,Skradziony pocałunek'', źródło: wikipedia.org
Armand-Louise de Gontaut de Biron diuk de Lauzun (ur.1747 zm. 1794), bo o nim tu mowa, francuski arystokrata, którego romanse połączyły z wieloma najznakomitszymi damami swojej epoki. Możliwe jest również, iż miał romans z samą Marią Antoniną. 
Całe życie pragnął odnieść sukces jako żołnierz, walczył z Anglikami w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Wrócił z niej jako bohater.
Diuk de Lauzun, źródło: wikipedia.org
W 1783 roku za namową swojej kochanki pisze ,,Pamiętniki", tak naprawdę nie z myślą o publikacji, ale na prywatny użytek wąskiego grona przyjaciół. Zatem trudno posądzać diuka o celową niedyskrecję.

Te ,,Pamiętniki'' to całkiem interesująca literatura. Jest to przede wszystkim bardzo osobiste spojrzenie na epokę przez pryzmat osobistych doświadczeń autora. A pamiętajmy, że były to te same czasy w których rozgrywa się akcja słynnej powieści ,,Niebezpieczne związki''. Treść ,,Pamiętników" diuka nie odbiega tak bardzo od tego dzieła. Nie znajdziemy tu krytycznych uwag na temat rządów ostatniego króla Francji Ludwika XIV i stosunków społecznych. Jest to raczej opis relacji między ludźmi, w tym wypadku arystokracji i królewskiego dworu. Daje to jednak pewien obraz Francji przed Rewolucją. Portret, niezbyt pochlebny, warstwy rządzącej pozbawionej jakichś wyższych wartości, skupionej głównie na przyjemnościach. Diuk de Lauzun chętnie opisuje swoje przyjemności, którymi są romantyczne przygody: 
,,Pani de Stainville udała się wieczorem do Wersalu, mówiąc, że pozostanie tam dwa lub trzy dni. Zostałem o tym zawiadomiony i przybyłem, gdy tylko, jak sądziłem, wszyscy w domu pogrążyli się już we śnie. Szybko oporządziłem się i za chwilę znalazłem się w ramionach i łóżku mojej kochanki. Zażywaliśmy najcudowniejszych rozkoszy w poczuciu całkowitego bezpieczeństwa, gdy wtem od ulicy zaczęto mocno dobijać się do bramy. Pokojowa, cała roztrzęsiona, w pośpiechu weszła do sypialni. ,,Wszystko stracone - rzekła- to pan hrabia! Nie sposób przejść przez dziedziniec, proszę więc szybko zejść do ogrodu, skąd w miarę możliwości postaramy się pana wyprowadzić." Wyskoczyłem z łóżka w koszuli i zbiegłem schodami prowadzącymi do garderoby, gdy nagle spostrzegłem idącego w moją stronę pana de Stainville. Na szczęście nie straciłem głowy i zgasiłem jedyne światło, które oświetlało schody." 
No cóż, jak widać dość szczere opisy i przytaczanie korespondencji, okazały się wstrząsające w skutkach dla księcia Adama Jerzego Czartoryskiego. Tego samego znanego nam z lekcji historii patrioty i działacza Hotelu Lambert. Co takiego zawierały wydane w 1821 roku ,,Pamiętniki"? Otóż diuk de Lauzun miał romans z matką księcia Izabelą Czartoryską.
Księżna Izabela znana ze swoich przygód miłosnych i siódemki dzieci, z których chyba żadnego nie poczęła z mężem, stała się bohaterką niemałego skandalu. W towarzystwie można rozmawiać o romansach, ale czytać o nich to całkiem co innego. Szczególnie, gdy matka człowieka, który ma ambicje polityczne, prowadzi takie oto rozmowy z
 kochankiem: 

Izabela Czartoryska, źródło: wikipedia.org





,,Mój przyjacielu - rzekła do mnie - muszę wreszcie wyjawić ci tajemnicę, którą nie bez trudu dotąd przed tobą ukrywałam. Tak bardzo pragnąłeś zatrzymać jedno z mych dzieci, będziesz je więc miał. Pragnę ci zostawić najdroższą, najlepszą część siebie samej: jestem w ciąży, a nie żyłam z mężem, od chwili gdy tobie się oddałam. Starczy mi odwagi, by wszystko wyznać mojemu mężowi i uzyskać, by najdroższa rękojmia naszej żarliwej miłości została ci odesłana."
Rękojmia, czyli Konstanty Adam Czartoryski, jednak pozostała w rodzinie, choć z nieco zmienioną datą urodzenia. Czartoryscy jeszcze w 1858 roku, zabiegali o konfiskatę drugiego wydania pamiętników. Im bardziej zabiegali, tym bardziej stawały się one popularne.
Wątek polski w pamiętnikach rzuca światło na obraz polskiej arystokracji i jej mentalności.
Styl pisarski diuka de Lauzun nie świadczy o jego wybitnych talentach pisarskich, jest jednak dość rzeczowy i przejrzysty. Dzięki temu książkę dobrze się czyta. Warto wspomnieć tu o tłumaczeniu Stefana Mellera, które jest niezwykle udane i dobrze oddaje ducha książki. Stefan Meller jest również autorem wstępu i przypisów. Te dwa elementy bardzo ułatwiają lekturę, wyjaśniając sporo kwestii historycznych. Szczególnie na uwagę zasługuje wstęp przedstawiający historię życia autora ,,Pamiętników'' oraz burzliwe dzieje kolejnych wydań książki.
Podsumowując książka warta przeczytania i włożenia wysiłku w odnalezienie jej w antykwariacie lub bibliotece. Niestety jest to pozycja dość dawno wydana.  
















Tytuł: ,,Pamiętniki''
Autor: Duc de Luzun
Strony: 227
Wydawinctwo: PIW
Data wydania: Warszawa 1976 


Czytaj dalej

Fałszerz

Czasami tak już bywa, że wielkie tajemnice i spiski wypływają na światło dzienne nie dzięki czasochłonnym śledztwom oraz zdeterminowanym poszukiwaczom prawdy, a całkiem przypadkowo i mimochodem.
W czasie drugiej wojny światowej naziści rabowali dzieła sztuki na ogromną skalę, napędzani marzeniem Hitlera o wielkim muzeum oraz w równej mierze chciwością. Paradoksalnie wyjątkowa pazerność Hermana Göringa pośrednio przyczyniła się do ujawnienia jednego z największych fałszerzy w dziejach malarstwa. 
W roku 1945 wojska aliantów odkryły, w kopalni soli Altaussee na terenie Austrii, ukryte rok wcześniej przez nazistów tysiące dzieł sztuki. Skarby te niemal cudem ocalały, gdyż Hitler wydał rozkaz ,,o spalonej ziemi''. Zgodnie z nim miały zostać zniszczone wszystkie zrabowane dobra. Moim zdaniem ten fakt dobitnie świadczy o tym, że był skończonym szaleńcem. Do Altaussee przywieziono już dynamit do wysadzenia kopalni, jednak w zamieszaniu ostatnich dni wojny rozkazu nie wykonano. Obok takich skarbów jak: Ołtarz Gandawski, rzeźby Michała Anioła, prace Rubensa i Caravaggia, znaleziono nieznany wcześniej obraz Vermeera ,,Chrystus i jawnogrzesznica''. Obraz jak się okazało zakupiony został do kolekcji Göringa. Rozpoczęto śledztwo w celu wykrycia osoby odpowiedzialnej za sprzedaż dzieła sztuki wrogowi. Pewnego dnia 1945 roku, do drzwi domu w Amsterdamie zapukali dwaj funkcjonariusze holenderskiej policji. Dom należał do malarza Hana van Meegerena. Tak rozpoczyna się historia słynnego procesu i wielkiego skandalu.
Alianccy żołnierze prezentują obraz ,,Chrystus i Jawnogrzesznica'' po odnalezieniu go w Altaussee
Policjanci rozpoczynają przesłuchania van Meegerena podejrzanego o kolaborację z wrogiem, polegającą na sprzedaży nazistom narodowych skarbów. Ten nieoczekiwanie obawiając się surowego wyroku przyznaje się do sfałszowania obrazu oraz kilku innych dzieł uznanych przez krytyków sztuki za prace dawnych mistrzów. Prawo przewidywało znacznie łagodniejszy wyrok za fałszerstwo niż za kolaborację, więc malarz był zmuszony się ujawnić.


Jan Vermeer ,,Kobieta czytająca list'', lata 1662-1665


Rzekomy Vermeer czyli Han van Meegeren ,,Kobieta czytająca nuty'' lata 1935-36
Przemysław Słowiński w swojej książce ,,Fałszerz. Han van Meegeren, człowiek który oszukał Göringa'', opisuje życie artysty. Jest to barwna opowieść przedstawiona z punktu widzenia słynnego fałszerza, w formie jego zeznań składanych policjantom. To historia miłości do malarstwa, zawiedzionych ambicji, kaprysów krytyków sztuki i zmiennych kolei losu. W książce znajdziemy fascynujące opisy procesu podrabiania dzieł, ponieważ van Meegeren tworzył całkowicie metodami dostępnymi w XVII wieku. Kupował stare obrazy z epoki, usuwał namalowane na nich obrazy o małej wartości artystycznej i malował samodzielnie wykonanymi z pigmentów farbami.
Han van Meegeren w trakcie procesu 1947 r.
Dosłownie w oka mgnieniu z kolaboranta zmienił się niemal w bohatera narodowego, bo przecież wywiódł w pole samego Hermana Göringa. Jego proces staje się wielką sensacją.
Czy tak naprawdę van Meegeren był fałszerzem skoro tworzył całkiem nowe obrazy w stylu dawnych mistrzów? Historia malarstwa jest pełna naśladowców, których nikt nie nazywa przestępcami tylko artystami.
Życie van Meegerena jako artysty było pasmem rozczarowań. Mimo talentu zdołał odnieść sukces dopiero podszywając się pod kogoś innego. Sprawa sfałszowanych obrazów jeszcze do dziś budzi kontrowersje i podejrzenia, że nie wszystkie podrobione obrazy zostały ujawnione. Czy gdyby Göring nie uległ pokusie posiadania Vermeera, to nikt nigdy nie poznałby tajemnicy Hana van Meegerena?
Książka jest warta przeczytania ze względu na opisaną w niej historię i styl autora. Przemysław Słowiński stworzył barwną i wciągającą opowieść, którą czyta się jak dobry kryminał. Oprócz losów głównego bohatera możemy poznać sporo faktów na temat Holandii w czasie II wojny światowej oraz rabunku dzieł sztuki dokonanego przez nazistów.
Po przeczytaniu nie sposób nie dać racji twierdzeniu, że: ,,życie pisze najlepsze scenariusze".

Tytuł: ,,Fałszerz. Han van Meegeren, człowiek który oszukał Göringa." 
Autor:  Przemysław Słowiński
Wydawnictwo: Videograf II
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 304
Czytaj dalej